wtorek, 16 września 2008

NAGA PRAWDA O INSTYNKCIE (NAGIM;) )

W związku z licznymi zapytaniami w wersji „na żywo”, oraz w celu zdementowania wszelkich plotek powstałych na skutek dużej ilości zdjęć Frania na blogu, połączonych z naszą – jak najbardziej prawdziwą deklaracją, żeśmy we Franiu zakochani - uprzejmie oświadczamy co następuje: odpowiedź na pierwsze nasuwające się WSZYSTKIM pytanie, brzmi: „Nie. Nie, nie spodziewamy się.”  Na drugie natomiast, dotyczące planowania w czasie najbliższym potomstwa, pozwolimy sobie odpowiedzieć taką oto historyjką, która jakiś czas temu nam się przytrafiła.

(…i tutaj obraz rozmywa się jak w klasycznym serialu w chwili, gdy Ona - np. jakaś Milagros albo inna Stefania - wspomina Jego – np. jakiegoś Rikarda albo innego Juana-… i naszym oczom ukazuje się taki oto sielski - anielski obrazek…)

Siedzimy na wielorodzinnym spotkaniu, dzieciarnia wrzeszczy, mamy ściągają pociechy to z płotu, to z drzewa, to z pleców tatusia… Po którymś razie zaczęliśmy czuć klimat i nie zrywamy się już na równe nogi przy każdym okrzyku „Rany Boskie!” za plecami. Już wiemy, że to odruch bezwarunkowy matki, która stara się zmotywować swojego aniołka do nie karmienia braciszka końską kupą, nie sprawdzania, czy pastuch kopie niemowlęta, czy też nie topienia kuzynki w balii do pojenia koni. Luz. Staramy się spokojnie rozmawiać, przekrzykując wycia, jęki zarzynanych i nawoływania jak z buszu. Podobno po pierwszym dziecku słucha się tego jak Mozarta. Nie wiem. Nie doświadczyliśmy póki co tego typu atrakcji – wszystko przed nami!

- …bo ty to Aga NIC nie czujesz instynktu! – zawyrokował Wojtek

- Jasne, jasne, a Ty może niby czujesz?!

- A właśnie że czuję! Mnie niemów, że nie czuję, bo ja sobie tam wiem!

- Ja też właśnie że czuję i będę kiedyś świetną matką! Kocham, dzieci, a co! Się roztkliwiam jak widzę małe ciuszki  i butki i wszystko mi się kojarzy! Czuję i już.

- Nooooo… - do rozmowy włącza się Ciocia–noooo... Kochani, a Wy kiedy? – pyta z tajemniczym uśmiechem

- Co kiedyyyy...? - patrzymy z niezrozumieniem

- Noooooo…. jakieś plany już pewnie poczynione… Małe istotki są takie słodkie…

- Aaaaaaaaaa! No taaaaaaaaaaaaaaaak! – wreszcie do nas dotarło, odkrzyknęliśmy więc  radośnie – Tak, oczywiście, ze plany już poczynione! I to już dawno! Tak szczerze powiem, ze musimy się spieszyć, bo lata lecą, wiadomo, do tego chcieli byśmy, żeby to była ona... Tak sobie czasem rozmawiamy, że będzie taka mała i śliczna po mamusi... - rozmarzyłam się

- Nooo... - zakłopotała się Jedna z Mam – lata lecą, no przed trzydziestką by wypadało

- Oj kochana, a to my wiemy, czy przyszła matka trzydziestki dożyje? – skwitował Wojtek i spojrzał na mnie smutno -  Myśleliśmy o ciąży tak na przyszłą zimę szczególnie, że przecież nie wiadomo, czy od razu zajdzie

- ...no to prawda, z ciążą to nietak łatwo, ale trzeba być dobrej myśli! I co to za  czarne scenariusze, że nie dożyje trzydziestki! Co za bzdury opowiadacie! - ofuknęła nas jedna z Cioć

- Nie... I żadne czarne scenariusze i żadne bzdury, tylko naturalna kolej rzeczy. Ale z takich radośniejszych spraw to myśleliśmy już nad imieniem – pochwaliłam się

- Tak? – zapiszczało damskie towarzystwo chórem

- No - nieśmiało zaczął Wojtek - myśleliśmy, nad jakimś takim innym, może Czarna Chmura jak będzie ona, a jakbędzie on, to chyba Cień. Będzie pasowało, jak by jeszcze mały był czarny – zapadła cisza. Ciocie i mamy utkwiły w nas wzrok  i oniemiały. Zamarły ptaki w locie, konie przestały skubać trawę i patrzyły na nas z bezbrzeżnym zdziwieniem, a powietrze stężało.

- JAKIM CUDEM  MURZYN?!?! I jeszcze jak?! Cie…cie…CIEŃ??? –wychrypiała pierwsza która odzyskała głos i zdolności umysłowe – Cień?!? Przecież nigdzie Wam go tak nie ochrzczą!

- Ochrzczą??? A kto by chrzcił źrebaka! – zdezorientowani zawołaliśmy zgodnie

- Jakiego źrebaka?! – odpowiedziały ciocie zgodnym chórem

- No tego od Czenny, co to o nim rozmawiamy...

 

NIECH NAM NIKT NIC NIE MÓWI O INSTYNKCIE WIĘCEJ, JASNA CHOLERA...

sobota, 6 września 2008

WSPOMNIENIA Z WAKACJI - CZĘŚĆ PIERWSZA

Wspomnienia z wakacji  - w związku z tym, że są bardzo obszerne – zostaną podzielone na części:) W sumie odwiedziły nas 4 konie, z czego trzy w tym samym czasie i stado było sześcioosobowe…a raczej sześciokoniowe:) A kto przyjechał najpierw? Najpierw przyjechał Atos vel Rudi oraz jego ludzie: Magda, Asia i Franek:) Dziewczyny dotarły do nas szybko (chociaż jechały w burzy, która je bezlitośnie dopadła i nie chciała się odczepić…) i tylko z jednym nawracaniem u sołtysa na podwórku, bo wjechały w złą drogę – pogratulować, pogratulować, przeważnie odwiedzające nas osoby zawracają na średnio czterech różnych podwórkach, a potem lądują w polach i trzeba ich szukać po wsi: ”Aga, gdzieś jesteśmy, ale niewiemy gdzie, może po nas wyjedziecie….?” Dobrze, że ludzie znają wszystkie auta we wsi, to i nowe zauważają: „Pani Agnieszko, bo znowu jacyś ludzie utknęli u Nowaka w polu, na obcych numerach są, to pewnie do was.”

Dziewczyny, Franio i Rudi dotarli sprawnie, Franio został przetransportowany do domu, gdzie zakochałam się w nim ja, natomiast Rudi na pastwisko, gdzie zakochała się w nim Czenna (wakacyjna miłość powróciła) :) Generalnie porządek w stadzie ustalił się szybko: „Ja, wspaniały Rudi Rydz, jestem szefem i ogłaszam co następuje:  zawładnąłem tą wiatą. Od tej pory porządek jest następujący: ty Cekinie - z racji kastracji -  jesteś moim kolegą, więc OSTATECZNIE, skoro nalegasz, możesz stać w wiacie ze mną. Ale tylko czasem! Natomiast Kochane Panie,co Was się tyczy:  wiata to Męski Klub Prawdziwych Dżentelmenów, więc wam wstęp wzbroniony! Jeśli chcecie mieć swój klub, proponuję, związanie w drugiej wiacie koła gospodyń wiejskich – tam będziecie mogły się realizować.” I tak porządek został ustalony i przestrzegany:) Każdy z koni miał swoje  „how interesting”, o nas nie wspominając, bo przeżuwaliśmy nieustannie… A konie? Rudiego zaciekawiły górki:” Co to jest! Dlaczego nie mogę się zatrzymać!!!”, Cekin:” Gdzie my idziemy? Rudi, dlaczego idziemy poza pastwisko i to z człowiekiem na plecach, hę?”,Iluzja: „Achaaaaa….czyli wolniej tez można przebierać nogami… no niespodziewałam się…. nie spodziewałam się….” No i Czenna: ”Aga! Kto Ci, do jasnej cholery, pokazał tą czwartą fazę?! A było tak dobrze… tak leniwie….!”

Asia zaraz po wysiadce odczuła wyraźny brak w postaci swoich osobistych czterech kopyt i solennie obiecała, że następnym razem cztery kopyta a na nich Falbi przyjadą! Trzymamy za słowo, trzymamy za słowo:) A póki co, spacerowała w terenie naIluzji:) Rudi szybko oswoił się z górkami i biegał jak rodowity Góral:) A jak to wszystko wyglądało w obiektywie?

Ano tak:


Franio spacerował po pastwisku na rękach Mamy:

   



I poznawał nowych znajomych...  


...nawet we własnym wózku:

  

  


Najczęściej jednak spał:)

  

  


W hamaku trzeba się trzymać, żeby nie wypaść:

 

Psy pilnowały:

 

Ale nic się nie działo, więc sobie poszły...    


...i Furia zaczęła pełnić inną funkcję: "poduszka z wilka".

Furia: „Ale nuuudy...Długo jeszcze tak będziemy udawać, że śpisz…?”

 

 

A na koniec części pierwszej ogłoszenie o małej niespodziance:) Poniżej zdjęcie – podpowiedź(fot. Asia): Co robi Madzia i Atos?

   


p.s. To, że kamerują to wiemy, tylko pytanie kogo i co kamerują??:)

czwartek, 4 września 2008

"UWAGA REMONT! PRZEJŚCIE DRUGĄ STRONĄ ULICY"

Wzorując na tym, co obecnie dzieje się w Krakowie - a szczególnie w centrum - postanowiliśmy pójść za ciosem i zrobić powakacyjny remont graficzny:) Zapraszamy po remoncie:)

czwartek, 7 sierpnia 2008

O BOHATERACH...

- Pffffffffffffffffff… bo ten twój Lolek, to jest taka sierota. Bolek to co innego! Bolek to jest gość! Bolek to jest TYGRYS! Bolek to jest ŁOWCA! Mówisz „BOHATER’ myślisz „BOLEK”! Bolek to jest taki PRAWDZIWY kocur! Popatrz na te pręgi! Na te wąsy! Na płonące zielenią oczy! Oczy Prawdziwego mordercy myszy! Zobaczysz, jak będzie strzegł owsa! Jeśli nadal będzie tak rósł, to i szczury będzie łapał jeśli by się pojawiły! Tak Bolku! ŁOWCO TY! A ten twój Lolek …Aga… -Wojtek spojrzał  z pożałowaniem na zwiniętego na moich kolanach w kłębuszek, śpiącego w najlepsze  Lolka –tak leży ten twój Lolek, tak mruczy ten twój Lolek, tak się tylko zwija w kulkę  i śpi ten twój Lolek… no taka z tego twojego Lolka-wybacz kochanie - dupa a nie kocur…

Dupa. Dobra. Przyjęłam do wiadomości.  Siedzimy tak sobie wieczorem, koty na polu, drzwi otwarte ,Żaba śpi na posłaniu, Furia lekko znudzona ale gdyby się jakaś draka nadarzyła to chętnie się włączy, nie pogardzi, wtem wpada do pokoju jedno małe bure ,tylko dziwnie coś piszczy! Patrzę, a bure dźwięków nie wydaje tylko w burym pysku trzyma rozwrzeszczany bury kawałek futrka! Rany boskie! Mysz przyniósł! Żywą! Łapię kota, (jak się okazuje, nie ja jedna. Każdy uważa że mysz jemu się należy!) a kot już pod łóżkiem! Pięknie, cholera! Niech mi tylko tutaj tą mysz wypuści!  „Bure wyłaź!”  Zarządziłam. Bure nos wystawiło,  ale głupie nie jest więc schowało się co prędzej z powrotem pod nasze łóżko, co by mu nikt piszczącej zdobyczy nie wydarł! Nie! Tak nie będzie! „Bure, wynocha z ta myszą!” Zarządziłam pokazując buremu kierunek z cyklu „Bez dyskusji! W pole i to już!”. Bure cwane jest, wypadło slalomem, zmyliło przeciwników i dopadło pospiesznie drwi. Reszta za nim!  Bure przekalkulowało jednak szybko w swoim burym mózgu co i jak,  i doszło do wniosku, ze wyścig  na otwartej przestrzeni na trasie drzwi domu- drzwi stodoły, jakkolwiek z bratem może  jeszcze - mimo myszowego bagażu w pysku - by i wygrał, tak z wilkiem raczej szans nie ma. Zawróciło więc bure na ręcznym, wymanewrowało miedzy wilkowymi łapami, brata zgubiło i znów pod łóżko!  O nieeeeeee! Tak to ja się w kotka i myszkę z kotem i myszą bawić nie mam zamiaru!  Przyblokowałam ja sobie sprytnie awanturującego się wilka jedną  nogą, drugiego kota drugą nogą, jedną ręką wydarłam z lóżka materac wraz z pościelą, drugą równie sprawnie kota  wraz z myszą  i w pozie „Statua Wolności” (co by mi dwa bure diabły podskakujące do góry jak opętane, kota z myszą mi nie odebrały)  i wyniosłam co prędzej w pole towarzystwo!  W ostatniej chwili dokonałam szybkiej identyfikacji: różowy nos, brak zeza! Jasna sprawa! Pierwszą mysz w naszym gospodarstwie złapał Lolek!  ŁOWCA-BOHATER! !! ( A teraz wszyscy w tle słyszą fanfary, trąby anielskie i wiwaty!)

 

 Bohater...


p.s. Dlaczego NIKT mi wtedy gdy niosłam kota z myszą w pysku nad własną głową nie powiedział, że kot może np. tą mysz wypuścić i mysz może wpaść mi  np.za kołnierz! Gdy sobie potem zdałam sprawę z takiej ewentualności… o zgrozo… 

sobota, 2 sierpnia 2008

O TYM, ŻE CZASEM TRUDNO USTAWIĆ STATYW W PIONIE

Wakacje realizują się zgodnie z planem, czyli bardzo gościnnieJ Goście ludzcy, końscy i psi zjeżdżają gromadnie ku naszej wielkiej radościJ Przedostatnio na weekend zagościła u nas Grenadowa Iwonka z Elancjowym Adamem, Iwonkowo-Adamową Zuzią i  najbardziej rodzinnym amstafem na świecie-Gają. Przy ognisku czas leci wyjątkowo szybko i nawet nie wiadomo kiedy NAGLE robi się rano…no i nam także zupełnie niespodziewanie to rano się co noc robiło... Konie-że to wyjątkowo towarzyskie zwierzaki – nie miały najmniejszych planów nocowania pod dachem i tak się im zostało na pastwisku przy nas…Noce ciepłe, jasne, bo księżyc w pełni przetaczał się po niebie, w dolinkach mgły, na  zielonych wzgórzach zroszona trawa błyszcząca w srebrnym nocnym świetle… to sowa  przefrunie nad głowami, to puchacz się odezwie, to jeż przedrepce raz koło nas, raz koło koni (od tej pory Cekin już wie, że jeży się nie wącha….), to wilk zawyje do księżyca ( jak już skończy wartę przy pieczonej na ognisku kiełbasie, bo pilnowanie kiełbasy to wybitnie wilcza specjalność! Po to na świecie są wilki!)… i tak konie nocowały na pastwisku. Będziemy pewnie powtarzać nie raz takie nocowanie w plenerze:) Niestety zdjęć  z nocnych manewrów nie posiadamy – chociaż okoliczności przyrody przecudne – bo są takie sytuacje w życiu człowieka, kiedy statyw DOSYĆ TRUDNO się ustawia  w pionie…

 

Furia oprowadziła Gaję po pastwisku...

 

 

 

Potem każda znalazła sobie coś ciekawego do obgryzania…jedna kość, druga siekierę...

Gaja: "Jeśli zaraz nie oddasz mi tej kości, to jak ja cię tą siekierą....!"

(swoją drogą argument w postaci siekiery zadziałał skutecznie):)

  

 

 

Wieczorem, przyleciał do nas helikopter...

 

 Płonie ognisko...w lesie?

 

 

 

 

Zuzia poszła spać no i WRESZCIE Adam mógł się pobawić helikopterem!!!:)

  

  

Księżyc bardzo zmienia kształty z upływem....nocy... Najpierw wyglądał tak:

  

A potem już bardziej...tak...?

  

 

 

Następnego późnego popołudnia (bo o dniu nie ma co mówić...) wszycy odpoczywali...

Parellowska piłka ma  nie tylko końskie zastosowania! Żaba dobrze wie,że nie ma lepiej jak prywatny, osobisty i przenośny cień!

 

 

  

Koty odpoczywały…

 

…i psy…

  

 

A my dzielnie poszliśmy na spacer po pastwisku...

Każdy prawdziwy męzczyzna swoją Księżniczkę nosi na rękach:

  

 

Niektóre księżniczki nie lubią gdy się je nosi...

 

 

Żony natomiast lubią być noszone, no ale żony nosi się przed ślubem. Po ślubie żony puszcza się luzem po pastwisku, niech się wybiegają,-będą spokojniejsze. Takie praktyki ze strony mężów nie przynoszą jednak przeważnie zamierzonego skutku, bo Żony najczęściej spacerują leniwym stępem...:)Jesli chodzi zaś o bieganie, to żony i owszem, potrafią,ale po sklepach, ale to , to już  zupełnie insza inszość.: )

  

 

 

i tym optymistycznym akcentem kończymy dzisiejszą fotorelację pozostawiając czytających z najszerszym amstafowym uśmiechem na świecie:

 

środa, 16 lipca 2008

GOSCIE, GOŚCIE...CZYLI NOTKA DŁUGOSCI STONOGI - TYLKO DLA WYTRWAŁYCH:)

W ostatnią sobotę przyjechali do nas nasi pierwsi (i nie ostatni w te wakacje!) końscy goście:) Dotarli cali zdrowi i szczęśliwi, wysiedli cali zdrowi i szczęśliwi  i tak już im zostało przez cały tydzień (cały, zdrowy i szczęśliwyJ).  Nasze szanowne towarzystwo przyjęło kolegę Mistera z ogromnym zainteresowaniem („O! Nowy! Dawać go tu!”)Tacy aż głupi to my nie jesteśmy i co by się towarzystwo nie pozabijało na wstępie zrobiliśmy zasieki z drutu kolczastego, wykopaliśmy między Miśkiem a resztą, fosy zalane wodą, do fos  wpuściliśmy krokodyle…yhm…. tzn. Miśka puściliśmy na plac zabaw, a towarzystwo w składzie 2x”C” i 1x”I” na pastwisko. Emocje Misterowi były stopniowo dawkowane tak więc na początku  został zapoznany z pastuchem („Rany Boskie! To kopie gorzej niż koń!”), potem z Cekinem („Kumpel? Nowy kumpel?”) a na końcu z dziewczynami( „Łoooooooooooooo! Ale laski!”). Cekin trochę pokwiczał do kolegi, trochę nie,  a potem chłopcy  doszli do wspólnego wniosku, że wzajemnie dali sobie już po razie, a teraz spokojnie mogą iść na piwo… no ostatecznie -  z braku piwa - na trawę. U dziewczyn sprawa była bardziej skomplikowana (jak to u dziewczyn…).  Co chwilę WSZYSTKO się zmieniało:  „Misiek to facet mojego życia”… ”nie… jednak nie…”, ”…chyba popatrzył na tamtą, więc koniec z nami …” ….”tak!...patrzył na inną! Trzeba go przegonić!..”…”nie, nie potrafię, jednak  go kocham!...”…….” a może jednak to nie ten … „Przyjaciółko” poradź….”..” a jeśli to ten i przegapię jedyną szansę..?”… No i tak w pierwszy dzień dziewczyny targane uczuciami doszły ostatecznie do wniosku, że bicie się o faceta jest poniżej ich godności… i zrobiły Misiowi przymusowe zwiedzanie pastwiska co zajęło towarzystwu cały wieczór (Miś przodem, a reszta za nim ze skulonymi uszami i spacerujemy). Miś jak to Miś z anielskim spokojem znosił zmienne nastroje pań („a niech tam sobie łażą i uszy kulą,  babom trzeba się pozwolić wykrzyczeć i samo im przejdzie”). Miał chłopak rację, bo na drugi dzień sprawa rozwiązała się sama. Panie przespały się z własnymi myślami i o poranku było jasne, że Iluzja kocha Miśka nad życie i to na niego od zawsze czekała (i tak im już zostało bo Misiek  poczuł to samo) , a Czenna jednak ma nadal w pamięci tego rudego przystojniaka z ostatnich wakacji… ach….

Najbardziej zadowolony z całej sytuacji był Cekin, bo „Nowy kolega! I ma fajny kantar!” No i tak cały tydzień na kantar z frędzelkami polował i polował… bezskutecznie! Miś swoich frędzelków odebrać sobie nie pozwolił! I tak było co dzień.  A inne zwierzęta?  Po pierwsze, Żaba znowu przytyła. Ale nic to, straciłyśmy co prawda wypracowane w pocie małego Żabowego czółka pół kilo, ale od dzisiaj bierzemy się znowu i stracimy następne pół a potem jeszcze następne kilkadziesiąt deko i może wreszcie pan weterynarz nas pochwali bo ostatnio nie pochwalił („czym pani tego biednego psa tak pasie…? Schabowymi z kapustą?”)! Furia po tygodniu obecności gości ma na swoim koncie nowe straty (dla nas ZDECYDOWANIE straty, dla niej zdobycze… punkt widzenia zależy od wiadomo czego…) Do strat zaliczamy: m. in.  końskie ochraniacze… wrrrrr….Umie też niepostrzeżenie wynosić kapcie z pokoju i atakować śpiącego za jedyną wystającą mu z pod kołdry rękę… generalnie dziewczyna intensywnie progresuje (staram się znaleźć pozytywy)… szkoda tylko, że w złodziejstwie i niszczycielstwie wszelkim… Koty natomiast zostały rozpieczone do nieprzytomnościJ A myślałam, że bardziej już nie można, a tu proszę:)

No i tak sympatycznie minął  nam tydzień, towarzystwo się polubiło bardzo  i żal było się rozstawać. Chcąc nie chcąc  pod koniec tygodnia Miś został zapakowany do przyczepy, towarzystwo pożegnało się rżeniem i … i co gorsza, zapakowali razem z Misterem naszą prywatną i osobistą dobrą pogodę!  W związku z tym, od niedzieli cały czas leje!  I w domu, i w stajni, i na pastwisku zrobiło sie strasznie pusto… szczególnie pusto jest jednak w domu, bo nie dosyć, że Natalka z Grzesiem pojechali, to jeszcze Wojtek na parę dni też…

ale żeby nie było smutno i marudno,  poniżej zdjęcia. Zdjęć duuuuuużo, no ale w końcu to cały tydzień:):

 

Misiek: "Czy mnie się zdaje, czy tam są konie?!?"

         

   Potem była prezentacja. Najpierw Miś:

  

Potem Czenna i Cekin

  

A potem Iluzja:

  

Później każdy pokazał, co ma najlepsze. Czenna uważa,że najlepsze ma zęby (moim zdaniem zaraz po uszach;) ):

  

Czenna w konkurencji "zęby" nie ma jednak szans...co dziewczyny dobitnie udowodniły...

  

Pierwsze próby nawiązania kontaktu:

Cekin: "Wyjaśnijmy sobie coś kolego! To są moje dziewczyny i moje stado! Jasne?!"

  

Mister jednak szczególnie tym się nie przejął

Miś:"Dzień dobry Pani, jestem Mister."

Cekin: "Mamo, on podrywa moją Iluzję, powedź mu coś!"

  

Nowego kolegę należało bacznie obserwować. Jedni, przyczajeni w trawie obserwowali sami... 

 

Inni, ukryci za pastuchem, obserwowali parami...

  

Furia chce we wszytkim brać udział, dogadała się więc z końmi i pilnują na zmianę...

  

Potem zapoznaliśmy Mistera z pastuchem...

  

a potem z Cekinem. Chłopcy poznali się z każdej strony. Od frontu...

  

... i od ... od zadu...

  

a potem już całe stadko. Nowe wcielenie Czenny-byczek Fernando

  

przymusowe zwiedzanie pastwiska ( przeszly całe 4 ha chyba w każdą możliwą stronę)

  

  

  

po kilku godzinach gonitwy zabrakło wreszcie sił...

  

A my? Koty doszły do wniosku,że Natalka tak właściwie to przyjechala do nich...

  

Żaba też znalzała obiekt zanteresowań... i raczej nie był to Wojtek, lecz zawartość puszki...

  

 a w następne dni...

Miś: "A dlaczego oni się obijają...?"

  

  

  

człapu człapu z góry...

  

a może by tak główkę zgiąć kolego?

  

  

Czenna: "Ale nuuuuuuudy... Co on tam znowu piłuje...?"

  

Mężczyźni Natalki

  

 i moi Mężczyźni

  

a potem nadszedł dzień wyjazdu...

Miś - żeby nie zostać znalezionym - postanowił zlać się z otoczeniem i w tym celu wytarzał się w błocie. Natalka jednak nabrać się nie dała, Misia odnalazła,  doprowadziła do szczotki i zgrzebła, a potem starannie odczyściła...oj,było co czyścić:)

    

Miś: "Iluzja... będę wspominał twój piekny, opanierowany.... zad...."

Iluzja: "Miś, a może  zróbmy tak: ja się schowam za Ciebie oooo.. o tak jak teraz, potem razem wejdziemy do przyczepy i nikt się nie zorientuje...?"

Miś: "Wiesz Iluzja....to się chyba raczej nie uda...."

A na koniec zdjęcie rodzinne:)