Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 listopada 2008

KILKA ZDJĘĆ Z OSTATNIEGO WEEKENDU-OGÓLNE LENISTWO I SPACEREK

Tu wszystkie drapieżniki na spacerku:)

Aga ćwiczy z Furią: "waruj"

       

"równaj, równaj,..."

     

... ej chyba coś mówię - "zostań"   

"hop"  

Furia w kolorach jesieni  

 

Bolek i Lolek w dżungli

 

Bolek morderca

"co się gapi..."  

  

 

No i oczywiście konie:

CEKIN

   

 

 

 

CZENNA

   

Czenna z Cekinem  

 

ILUZJA  

No i cała trójka  

 

sobota, 2 sierpnia 2008

O TYM, ŻE CZASEM TRUDNO USTAWIĆ STATYW W PIONIE

Wakacje realizują się zgodnie z planem, czyli bardzo gościnnieJ Goście ludzcy, końscy i psi zjeżdżają gromadnie ku naszej wielkiej radościJ Przedostatnio na weekend zagościła u nas Grenadowa Iwonka z Elancjowym Adamem, Iwonkowo-Adamową Zuzią i  najbardziej rodzinnym amstafem na świecie-Gają. Przy ognisku czas leci wyjątkowo szybko i nawet nie wiadomo kiedy NAGLE robi się rano…no i nam także zupełnie niespodziewanie to rano się co noc robiło... Konie-że to wyjątkowo towarzyskie zwierzaki – nie miały najmniejszych planów nocowania pod dachem i tak się im zostało na pastwisku przy nas…Noce ciepłe, jasne, bo księżyc w pełni przetaczał się po niebie, w dolinkach mgły, na  zielonych wzgórzach zroszona trawa błyszcząca w srebrnym nocnym świetle… to sowa  przefrunie nad głowami, to puchacz się odezwie, to jeż przedrepce raz koło nas, raz koło koni (od tej pory Cekin już wie, że jeży się nie wącha….), to wilk zawyje do księżyca ( jak już skończy wartę przy pieczonej na ognisku kiełbasie, bo pilnowanie kiełbasy to wybitnie wilcza specjalność! Po to na świecie są wilki!)… i tak konie nocowały na pastwisku. Będziemy pewnie powtarzać nie raz takie nocowanie w plenerze:) Niestety zdjęć  z nocnych manewrów nie posiadamy – chociaż okoliczności przyrody przecudne – bo są takie sytuacje w życiu człowieka, kiedy statyw DOSYĆ TRUDNO się ustawia  w pionie…

 

Furia oprowadziła Gaję po pastwisku...

 

 

 

Potem każda znalazła sobie coś ciekawego do obgryzania…jedna kość, druga siekierę...

Gaja: "Jeśli zaraz nie oddasz mi tej kości, to jak ja cię tą siekierą....!"

(swoją drogą argument w postaci siekiery zadziałał skutecznie):)

  

 

 

Wieczorem, przyleciał do nas helikopter...

 

 Płonie ognisko...w lesie?

 

 

 

 

Zuzia poszła spać no i WRESZCIE Adam mógł się pobawić helikopterem!!!:)

  

  

Księżyc bardzo zmienia kształty z upływem....nocy... Najpierw wyglądał tak:

  

A potem już bardziej...tak...?

  

 

 

Następnego późnego popołudnia (bo o dniu nie ma co mówić...) wszycy odpoczywali...

Parellowska piłka ma  nie tylko końskie zastosowania! Żaba dobrze wie,że nie ma lepiej jak prywatny, osobisty i przenośny cień!

 

 

  

Koty odpoczywały…

 

…i psy…

  

 

A my dzielnie poszliśmy na spacer po pastwisku...

Każdy prawdziwy męzczyzna swoją Księżniczkę nosi na rękach:

  

 

Niektóre księżniczki nie lubią gdy się je nosi...

 

 

Żony natomiast lubią być noszone, no ale żony nosi się przed ślubem. Po ślubie żony puszcza się luzem po pastwisku, niech się wybiegają,-będą spokojniejsze. Takie praktyki ze strony mężów nie przynoszą jednak przeważnie zamierzonego skutku, bo Żony najczęściej spacerują leniwym stępem...:)Jesli chodzi zaś o bieganie, to żony i owszem, potrafią,ale po sklepach, ale to , to już  zupełnie insza inszość.: )

  

 

 

i tym optymistycznym akcentem kończymy dzisiejszą fotorelację pozostawiając czytających z najszerszym amstafowym uśmiechem na świecie:

 

sobota, 21 czerwca 2008

WŚCIEKLIZNA MAŁŻEŃSKA

Na dobry początek będzie o wściekliźnie.  Furia została zaszczepiona na wszystkie możliwe choroby, została tylko ta ostatnia więc radośnie udaliśmy się do lecznicy. W poczekalni młoda tradycyjnie odegrała rolę umęczonego szczeniaczka (Ooooo jaka ja jestem biedna, a oni mnie tutaj przywieźli, małego szczeniaczka, ci SADYŚCI!). O tym, w jak błyskawicznym tempie młoda zjednuje sobie serca czekających w kolejce pańć od yoreczków i o tym, jak po takim zjednywaniu pańcie odprowadzają nas do drzwi spojrzeniem z cyklu „Niech ktoś zadzwoni po T.O.Z.!Temu zwierzęciu trzeba pomóc!!!” opowiemy pewnie szerzej następnym razem. ..

Weterynarz nie taki głupi i się na „biednego szczeniaczka” nie nabiera to i Furię koniec końców zaszczepił. Z tej okazji dostaliśmy śliczny breloczek z napisem „Szczepienie przeciwko wściekliźnie aktualne do….”. No to ja z kobiecym wdziękiem zaczęłam się zachwycać, że jaki ładny… i że czerwony… i w ogóle fajny… Wojtek patrzy   bez skrępowania:

-Ty wiesz, ty sobie może ten breloczek przypnij do torebki. – zaniemówiłam i zbladłam. – Bo wiesz, KOCHANIE(!!), tobie to się on bardziej przyda niż Furii… - zaniemówiłam, zbladłam i usiadłam. Opis miny weterynarza sobie daruję, ale gdybym wtedy wyszła, pewnie razem z Wojtkiem przybili by sobie piątkę, wypili po piwie i oglądnęli wspólnie mecz.

Z perspektywy czasu…

Najbardziej żałuję tego, że zaniemówiłam. Ale nic straconego!  Niedługo przed nami następna wizyta  -  KASTROWANIE KOTÓW!