Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 listopada 2008

KILKA ZDJĘĆ Z OSTATNIEGO WEEKENDU-OGÓLNE LENISTWO I SPACEREK

Tu wszystkie drapieżniki na spacerku:)

Aga ćwiczy z Furią: "waruj"

       

"równaj, równaj,..."

     

... ej chyba coś mówię - "zostań"   

"hop"  

Furia w kolorach jesieni  

 

Bolek i Lolek w dżungli

 

Bolek morderca

"co się gapi..."  

  

 

No i oczywiście konie:

CEKIN

   

 

 

 

CZENNA

   

Czenna z Cekinem  

 

ILUZJA  

No i cała trójka  

 

sobota, 6 września 2008

WSPOMNIENIA Z WAKACJI - CZĘŚĆ PIERWSZA

Wspomnienia z wakacji  - w związku z tym, że są bardzo obszerne – zostaną podzielone na części:) W sumie odwiedziły nas 4 konie, z czego trzy w tym samym czasie i stado było sześcioosobowe…a raczej sześciokoniowe:) A kto przyjechał najpierw? Najpierw przyjechał Atos vel Rudi oraz jego ludzie: Magda, Asia i Franek:) Dziewczyny dotarły do nas szybko (chociaż jechały w burzy, która je bezlitośnie dopadła i nie chciała się odczepić…) i tylko z jednym nawracaniem u sołtysa na podwórku, bo wjechały w złą drogę – pogratulować, pogratulować, przeważnie odwiedzające nas osoby zawracają na średnio czterech różnych podwórkach, a potem lądują w polach i trzeba ich szukać po wsi: ”Aga, gdzieś jesteśmy, ale niewiemy gdzie, może po nas wyjedziecie….?” Dobrze, że ludzie znają wszystkie auta we wsi, to i nowe zauważają: „Pani Agnieszko, bo znowu jacyś ludzie utknęli u Nowaka w polu, na obcych numerach są, to pewnie do was.”

Dziewczyny, Franio i Rudi dotarli sprawnie, Franio został przetransportowany do domu, gdzie zakochałam się w nim ja, natomiast Rudi na pastwisko, gdzie zakochała się w nim Czenna (wakacyjna miłość powróciła) :) Generalnie porządek w stadzie ustalił się szybko: „Ja, wspaniały Rudi Rydz, jestem szefem i ogłaszam co następuje:  zawładnąłem tą wiatą. Od tej pory porządek jest następujący: ty Cekinie - z racji kastracji -  jesteś moim kolegą, więc OSTATECZNIE, skoro nalegasz, możesz stać w wiacie ze mną. Ale tylko czasem! Natomiast Kochane Panie,co Was się tyczy:  wiata to Męski Klub Prawdziwych Dżentelmenów, więc wam wstęp wzbroniony! Jeśli chcecie mieć swój klub, proponuję, związanie w drugiej wiacie koła gospodyń wiejskich – tam będziecie mogły się realizować.” I tak porządek został ustalony i przestrzegany:) Każdy z koni miał swoje  „how interesting”, o nas nie wspominając, bo przeżuwaliśmy nieustannie… A konie? Rudiego zaciekawiły górki:” Co to jest! Dlaczego nie mogę się zatrzymać!!!”, Cekin:” Gdzie my idziemy? Rudi, dlaczego idziemy poza pastwisko i to z człowiekiem na plecach, hę?”,Iluzja: „Achaaaaa….czyli wolniej tez można przebierać nogami… no niespodziewałam się…. nie spodziewałam się….” No i Czenna: ”Aga! Kto Ci, do jasnej cholery, pokazał tą czwartą fazę?! A było tak dobrze… tak leniwie….!”

Asia zaraz po wysiadce odczuła wyraźny brak w postaci swoich osobistych czterech kopyt i solennie obiecała, że następnym razem cztery kopyta a na nich Falbi przyjadą! Trzymamy za słowo, trzymamy za słowo:) A póki co, spacerowała w terenie naIluzji:) Rudi szybko oswoił się z górkami i biegał jak rodowity Góral:) A jak to wszystko wyglądało w obiektywie?

Ano tak:


Franio spacerował po pastwisku na rękach Mamy:

   



I poznawał nowych znajomych...  


...nawet we własnym wózku:

  

  


Najczęściej jednak spał:)

  

  


W hamaku trzeba się trzymać, żeby nie wypaść:

 

Psy pilnowały:

 

Ale nic się nie działo, więc sobie poszły...    


...i Furia zaczęła pełnić inną funkcję: "poduszka z wilka".

Furia: „Ale nuuudy...Długo jeszcze tak będziemy udawać, że śpisz…?”

 

 

A na koniec części pierwszej ogłoszenie o małej niespodziance:) Poniżej zdjęcie – podpowiedź(fot. Asia): Co robi Madzia i Atos?

   


p.s. To, że kamerują to wiemy, tylko pytanie kogo i co kamerują??:)

środa, 16 lipca 2008

GOSCIE, GOŚCIE...CZYLI NOTKA DŁUGOSCI STONOGI - TYLKO DLA WYTRWAŁYCH:)

W ostatnią sobotę przyjechali do nas nasi pierwsi (i nie ostatni w te wakacje!) końscy goście:) Dotarli cali zdrowi i szczęśliwi, wysiedli cali zdrowi i szczęśliwi  i tak już im zostało przez cały tydzień (cały, zdrowy i szczęśliwyJ).  Nasze szanowne towarzystwo przyjęło kolegę Mistera z ogromnym zainteresowaniem („O! Nowy! Dawać go tu!”)Tacy aż głupi to my nie jesteśmy i co by się towarzystwo nie pozabijało na wstępie zrobiliśmy zasieki z drutu kolczastego, wykopaliśmy między Miśkiem a resztą, fosy zalane wodą, do fos  wpuściliśmy krokodyle…yhm…. tzn. Miśka puściliśmy na plac zabaw, a towarzystwo w składzie 2x”C” i 1x”I” na pastwisko. Emocje Misterowi były stopniowo dawkowane tak więc na początku  został zapoznany z pastuchem („Rany Boskie! To kopie gorzej niż koń!”), potem z Cekinem („Kumpel? Nowy kumpel?”) a na końcu z dziewczynami( „Łoooooooooooooo! Ale laski!”). Cekin trochę pokwiczał do kolegi, trochę nie,  a potem chłopcy  doszli do wspólnego wniosku, że wzajemnie dali sobie już po razie, a teraz spokojnie mogą iść na piwo… no ostatecznie -  z braku piwa - na trawę. U dziewczyn sprawa była bardziej skomplikowana (jak to u dziewczyn…).  Co chwilę WSZYSTKO się zmieniało:  „Misiek to facet mojego życia”… ”nie… jednak nie…”, ”…chyba popatrzył na tamtą, więc koniec z nami …” ….”tak!...patrzył na inną! Trzeba go przegonić!..”…”nie, nie potrafię, jednak  go kocham!...”…….” a może jednak to nie ten … „Przyjaciółko” poradź….”..” a jeśli to ten i przegapię jedyną szansę..?”… No i tak w pierwszy dzień dziewczyny targane uczuciami doszły ostatecznie do wniosku, że bicie się o faceta jest poniżej ich godności… i zrobiły Misiowi przymusowe zwiedzanie pastwiska co zajęło towarzystwu cały wieczór (Miś przodem, a reszta za nim ze skulonymi uszami i spacerujemy). Miś jak to Miś z anielskim spokojem znosił zmienne nastroje pań („a niech tam sobie łażą i uszy kulą,  babom trzeba się pozwolić wykrzyczeć i samo im przejdzie”). Miał chłopak rację, bo na drugi dzień sprawa rozwiązała się sama. Panie przespały się z własnymi myślami i o poranku było jasne, że Iluzja kocha Miśka nad życie i to na niego od zawsze czekała (i tak im już zostało bo Misiek  poczuł to samo) , a Czenna jednak ma nadal w pamięci tego rudego przystojniaka z ostatnich wakacji… ach….

Najbardziej zadowolony z całej sytuacji był Cekin, bo „Nowy kolega! I ma fajny kantar!” No i tak cały tydzień na kantar z frędzelkami polował i polował… bezskutecznie! Miś swoich frędzelków odebrać sobie nie pozwolił! I tak było co dzień.  A inne zwierzęta?  Po pierwsze, Żaba znowu przytyła. Ale nic to, straciłyśmy co prawda wypracowane w pocie małego Żabowego czółka pół kilo, ale od dzisiaj bierzemy się znowu i stracimy następne pół a potem jeszcze następne kilkadziesiąt deko i może wreszcie pan weterynarz nas pochwali bo ostatnio nie pochwalił („czym pani tego biednego psa tak pasie…? Schabowymi z kapustą?”)! Furia po tygodniu obecności gości ma na swoim koncie nowe straty (dla nas ZDECYDOWANIE straty, dla niej zdobycze… punkt widzenia zależy od wiadomo czego…) Do strat zaliczamy: m. in.  końskie ochraniacze… wrrrrr….Umie też niepostrzeżenie wynosić kapcie z pokoju i atakować śpiącego za jedyną wystającą mu z pod kołdry rękę… generalnie dziewczyna intensywnie progresuje (staram się znaleźć pozytywy)… szkoda tylko, że w złodziejstwie i niszczycielstwie wszelkim… Koty natomiast zostały rozpieczone do nieprzytomnościJ A myślałam, że bardziej już nie można, a tu proszę:)

No i tak sympatycznie minął  nam tydzień, towarzystwo się polubiło bardzo  i żal było się rozstawać. Chcąc nie chcąc  pod koniec tygodnia Miś został zapakowany do przyczepy, towarzystwo pożegnało się rżeniem i … i co gorsza, zapakowali razem z Misterem naszą prywatną i osobistą dobrą pogodę!  W związku z tym, od niedzieli cały czas leje!  I w domu, i w stajni, i na pastwisku zrobiło sie strasznie pusto… szczególnie pusto jest jednak w domu, bo nie dosyć, że Natalka z Grzesiem pojechali, to jeszcze Wojtek na parę dni też…

ale żeby nie było smutno i marudno,  poniżej zdjęcia. Zdjęć duuuuuużo, no ale w końcu to cały tydzień:):

 

Misiek: "Czy mnie się zdaje, czy tam są konie?!?"

         

   Potem była prezentacja. Najpierw Miś:

  

Potem Czenna i Cekin

  

A potem Iluzja:

  

Później każdy pokazał, co ma najlepsze. Czenna uważa,że najlepsze ma zęby (moim zdaniem zaraz po uszach;) ):

  

Czenna w konkurencji "zęby" nie ma jednak szans...co dziewczyny dobitnie udowodniły...

  

Pierwsze próby nawiązania kontaktu:

Cekin: "Wyjaśnijmy sobie coś kolego! To są moje dziewczyny i moje stado! Jasne?!"

  

Mister jednak szczególnie tym się nie przejął

Miś:"Dzień dobry Pani, jestem Mister."

Cekin: "Mamo, on podrywa moją Iluzję, powedź mu coś!"

  

Nowego kolegę należało bacznie obserwować. Jedni, przyczajeni w trawie obserwowali sami... 

 

Inni, ukryci za pastuchem, obserwowali parami...

  

Furia chce we wszytkim brać udział, dogadała się więc z końmi i pilnują na zmianę...

  

Potem zapoznaliśmy Mistera z pastuchem...

  

a potem z Cekinem. Chłopcy poznali się z każdej strony. Od frontu...

  

... i od ... od zadu...

  

a potem już całe stadko. Nowe wcielenie Czenny-byczek Fernando

  

przymusowe zwiedzanie pastwiska ( przeszly całe 4 ha chyba w każdą możliwą stronę)

  

  

  

po kilku godzinach gonitwy zabrakło wreszcie sił...

  

A my? Koty doszły do wniosku,że Natalka tak właściwie to przyjechala do nich...

  

Żaba też znalzała obiekt zanteresowań... i raczej nie był to Wojtek, lecz zawartość puszki...

  

 a w następne dni...

Miś: "A dlaczego oni się obijają...?"

  

  

  

człapu człapu z góry...

  

a może by tak główkę zgiąć kolego?

  

  

Czenna: "Ale nuuuuuuudy... Co on tam znowu piłuje...?"

  

Mężczyźni Natalki

  

 i moi Mężczyźni

  

a potem nadszedł dzień wyjazdu...

Miś - żeby nie zostać znalezionym - postanowił zlać się z otoczeniem i w tym celu wytarzał się w błocie. Natalka jednak nabrać się nie dała, Misia odnalazła,  doprowadziła do szczotki i zgrzebła, a potem starannie odczyściła...oj,było co czyścić:)

    

Miś: "Iluzja... będę wspominał twój piekny, opanierowany.... zad...."

Iluzja: "Miś, a może  zróbmy tak: ja się schowam za Ciebie oooo.. o tak jak teraz, potem razem wejdziemy do przyczepy i nikt się nie zorientuje...?"

Miś: "Wiesz Iluzja....to się chyba raczej nie uda...."

A na koniec zdjęcie rodzinne:)