Pokazywanie postów oznaczonych etykietą my. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą my. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 listopada 2008

KILKA ZDJĘĆ Z OSTATNIEGO WEEKENDU-OGÓLNE LENISTWO I SPACEREK

Tu wszystkie drapieżniki na spacerku:)

Aga ćwiczy z Furią: "waruj"

       

"równaj, równaj,..."

     

... ej chyba coś mówię - "zostań"   

"hop"  

Furia w kolorach jesieni  

 

Bolek i Lolek w dżungli

 

Bolek morderca

"co się gapi..."  

  

 

No i oczywiście konie:

CEKIN

   

 

 

 

CZENNA

   

Czenna z Cekinem  

 

ILUZJA  

No i cała trójka  

 

czwartek, 23 października 2008

O TYM, ŻE MŁODOŚĆ NIE WIECZNOŚĆ...

Było leniwe sobotnie popołudnie. Wojtek siedział pod stajnią i spod przymkniętych powiek patrzył na nią...Stała na podwórzu skąpana w ostatnich promieniach jesiennego słońca… przypominał sobie chwilę, kiedy pierwszy raz się spotkali… już wtedy wiedział, że są sobie przeznaczeni. Gdy tylko ją zobaczył, zrozumiał, że  TAK! Ona musi być jego!  Był tego pewien… Świat jednak nie był im przychylny… Rodzina głośno protestowała…. Tata Wojtka miał duże wątpliwości:

- Czy to na pewno ta? Czy nie lepiej jeszcze poczekać? Po co się tak spieszyć synu… a może lepiej znaleźć jakąś młodszą…? – przekonywał. Ostatecznie jednak machnął ręką  - Synu, to twój wybór… skoro tak zdecydowałeś… najważniejsze, żebyś był szczęśliwy... 

„Taaaak…” myślał Wojtek. Od tego czasu minęło już kilka lat… A ona? Ona… niestety. Tata jednak miał rację… Od czasu ich pierwszego spotkania, zmieniła się bardzo. Z dnia na dzień co raz wyraźniej to dostrzegał. Lata robią swoje. Nie była już  młoda i piękna jak kiedyś. Nie była już  taka jak dawniej…  Wiek wyraźnie odcisnął swoje piętno na jej wyglądzie.  Wojtek nie mówił tego nigdy głośno, ale już kilkukrotnie zastanawiał się, czy nie nadszedł czas na poważne zmiany, czy nadal tak mu na niej zależy jak dawniej…?  Spojrzał na nią raz jeszcze... „Nie!” -pomyślał– „Czas najwyższy coś z tym zrobić!”

-Kochanie! – zawołał – Podejdź tu na chwilę, proszę. Musimy poważnie porozmawiać. Wiesz co, trzeba wreszcie wziąć się za remont tej naszej przyczepki, bo się nam rozsypie zupełnie i nie będzie czym z końmi jeździć.




A tak to wyglądało w obiektywie:

No i oto proszę państwa nasza  "trzydziestolatka"  przed liftingiem (oraz wakacyjni goście: Iwona, Grenada i Elancja)…

  


…panowie dzielnie robierają naszą trzydiestolatkę:do zdjęcia został już tylko dół…

  

… no i po liftingu tada dam! : SUPER-MEGA-POZITIVE-CARROT-TRAILER :)

     


(Projekt konia na bokach przyczepy:  Asia od Falbany :) )

wtorek, 16 września 2008

NAGA PRAWDA O INSTYNKCIE (NAGIM;) )

W związku z licznymi zapytaniami w wersji „na żywo”, oraz w celu zdementowania wszelkich plotek powstałych na skutek dużej ilości zdjęć Frania na blogu, połączonych z naszą – jak najbardziej prawdziwą deklaracją, żeśmy we Franiu zakochani - uprzejmie oświadczamy co następuje: odpowiedź na pierwsze nasuwające się WSZYSTKIM pytanie, brzmi: „Nie. Nie, nie spodziewamy się.”  Na drugie natomiast, dotyczące planowania w czasie najbliższym potomstwa, pozwolimy sobie odpowiedzieć taką oto historyjką, która jakiś czas temu nam się przytrafiła.

(…i tutaj obraz rozmywa się jak w klasycznym serialu w chwili, gdy Ona - np. jakaś Milagros albo inna Stefania - wspomina Jego – np. jakiegoś Rikarda albo innego Juana-… i naszym oczom ukazuje się taki oto sielski - anielski obrazek…)

Siedzimy na wielorodzinnym spotkaniu, dzieciarnia wrzeszczy, mamy ściągają pociechy to z płotu, to z drzewa, to z pleców tatusia… Po którymś razie zaczęliśmy czuć klimat i nie zrywamy się już na równe nogi przy każdym okrzyku „Rany Boskie!” za plecami. Już wiemy, że to odruch bezwarunkowy matki, która stara się zmotywować swojego aniołka do nie karmienia braciszka końską kupą, nie sprawdzania, czy pastuch kopie niemowlęta, czy też nie topienia kuzynki w balii do pojenia koni. Luz. Staramy się spokojnie rozmawiać, przekrzykując wycia, jęki zarzynanych i nawoływania jak z buszu. Podobno po pierwszym dziecku słucha się tego jak Mozarta. Nie wiem. Nie doświadczyliśmy póki co tego typu atrakcji – wszystko przed nami!

- …bo ty to Aga NIC nie czujesz instynktu! – zawyrokował Wojtek

- Jasne, jasne, a Ty może niby czujesz?!

- A właśnie że czuję! Mnie niemów, że nie czuję, bo ja sobie tam wiem!

- Ja też właśnie że czuję i będę kiedyś świetną matką! Kocham, dzieci, a co! Się roztkliwiam jak widzę małe ciuszki  i butki i wszystko mi się kojarzy! Czuję i już.

- Nooooo… - do rozmowy włącza się Ciocia–noooo... Kochani, a Wy kiedy? – pyta z tajemniczym uśmiechem

- Co kiedyyyy...? - patrzymy z niezrozumieniem

- Noooooo…. jakieś plany już pewnie poczynione… Małe istotki są takie słodkie…

- Aaaaaaaaaa! No taaaaaaaaaaaaaaaak! – wreszcie do nas dotarło, odkrzyknęliśmy więc  radośnie – Tak, oczywiście, ze plany już poczynione! I to już dawno! Tak szczerze powiem, ze musimy się spieszyć, bo lata lecą, wiadomo, do tego chcieli byśmy, żeby to była ona... Tak sobie czasem rozmawiamy, że będzie taka mała i śliczna po mamusi... - rozmarzyłam się

- Nooo... - zakłopotała się Jedna z Mam – lata lecą, no przed trzydziestką by wypadało

- Oj kochana, a to my wiemy, czy przyszła matka trzydziestki dożyje? – skwitował Wojtek i spojrzał na mnie smutno -  Myśleliśmy o ciąży tak na przyszłą zimę szczególnie, że przecież nie wiadomo, czy od razu zajdzie

- ...no to prawda, z ciążą to nietak łatwo, ale trzeba być dobrej myśli! I co to za  czarne scenariusze, że nie dożyje trzydziestki! Co za bzdury opowiadacie! - ofuknęła nas jedna z Cioć

- Nie... I żadne czarne scenariusze i żadne bzdury, tylko naturalna kolej rzeczy. Ale z takich radośniejszych spraw to myśleliśmy już nad imieniem – pochwaliłam się

- Tak? – zapiszczało damskie towarzystwo chórem

- No - nieśmiało zaczął Wojtek - myśleliśmy, nad jakimś takim innym, może Czarna Chmura jak będzie ona, a jakbędzie on, to chyba Cień. Będzie pasowało, jak by jeszcze mały był czarny – zapadła cisza. Ciocie i mamy utkwiły w nas wzrok  i oniemiały. Zamarły ptaki w locie, konie przestały skubać trawę i patrzyły na nas z bezbrzeżnym zdziwieniem, a powietrze stężało.

- JAKIM CUDEM  MURZYN?!?! I jeszcze jak?! Cie…cie…CIEŃ??? –wychrypiała pierwsza która odzyskała głos i zdolności umysłowe – Cień?!? Przecież nigdzie Wam go tak nie ochrzczą!

- Ochrzczą??? A kto by chrzcił źrebaka! – zdezorientowani zawołaliśmy zgodnie

- Jakiego źrebaka?! – odpowiedziały ciocie zgodnym chórem

- No tego od Czenny, co to o nim rozmawiamy...

 

NIECH NAM NIKT NIC NIE MÓWI O INSTYNKCIE WIĘCEJ, JASNA CHOLERA...