Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 września 2008

WSPOMNIENIA Z WAKACJI - CZĘŚĆ PIERWSZA

Wspomnienia z wakacji  - w związku z tym, że są bardzo obszerne – zostaną podzielone na części:) W sumie odwiedziły nas 4 konie, z czego trzy w tym samym czasie i stado było sześcioosobowe…a raczej sześciokoniowe:) A kto przyjechał najpierw? Najpierw przyjechał Atos vel Rudi oraz jego ludzie: Magda, Asia i Franek:) Dziewczyny dotarły do nas szybko (chociaż jechały w burzy, która je bezlitośnie dopadła i nie chciała się odczepić…) i tylko z jednym nawracaniem u sołtysa na podwórku, bo wjechały w złą drogę – pogratulować, pogratulować, przeważnie odwiedzające nas osoby zawracają na średnio czterech różnych podwórkach, a potem lądują w polach i trzeba ich szukać po wsi: ”Aga, gdzieś jesteśmy, ale niewiemy gdzie, może po nas wyjedziecie….?” Dobrze, że ludzie znają wszystkie auta we wsi, to i nowe zauważają: „Pani Agnieszko, bo znowu jacyś ludzie utknęli u Nowaka w polu, na obcych numerach są, to pewnie do was.”

Dziewczyny, Franio i Rudi dotarli sprawnie, Franio został przetransportowany do domu, gdzie zakochałam się w nim ja, natomiast Rudi na pastwisko, gdzie zakochała się w nim Czenna (wakacyjna miłość powróciła) :) Generalnie porządek w stadzie ustalił się szybko: „Ja, wspaniały Rudi Rydz, jestem szefem i ogłaszam co następuje:  zawładnąłem tą wiatą. Od tej pory porządek jest następujący: ty Cekinie - z racji kastracji -  jesteś moim kolegą, więc OSTATECZNIE, skoro nalegasz, możesz stać w wiacie ze mną. Ale tylko czasem! Natomiast Kochane Panie,co Was się tyczy:  wiata to Męski Klub Prawdziwych Dżentelmenów, więc wam wstęp wzbroniony! Jeśli chcecie mieć swój klub, proponuję, związanie w drugiej wiacie koła gospodyń wiejskich – tam będziecie mogły się realizować.” I tak porządek został ustalony i przestrzegany:) Każdy z koni miał swoje  „how interesting”, o nas nie wspominając, bo przeżuwaliśmy nieustannie… A konie? Rudiego zaciekawiły górki:” Co to jest! Dlaczego nie mogę się zatrzymać!!!”, Cekin:” Gdzie my idziemy? Rudi, dlaczego idziemy poza pastwisko i to z człowiekiem na plecach, hę?”,Iluzja: „Achaaaaa….czyli wolniej tez można przebierać nogami… no niespodziewałam się…. nie spodziewałam się….” No i Czenna: ”Aga! Kto Ci, do jasnej cholery, pokazał tą czwartą fazę?! A było tak dobrze… tak leniwie….!”

Asia zaraz po wysiadce odczuła wyraźny brak w postaci swoich osobistych czterech kopyt i solennie obiecała, że następnym razem cztery kopyta a na nich Falbi przyjadą! Trzymamy za słowo, trzymamy za słowo:) A póki co, spacerowała w terenie naIluzji:) Rudi szybko oswoił się z górkami i biegał jak rodowity Góral:) A jak to wszystko wyglądało w obiektywie?

Ano tak:


Franio spacerował po pastwisku na rękach Mamy:

   



I poznawał nowych znajomych...  


...nawet we własnym wózku:

  

  


Najczęściej jednak spał:)

  

  


W hamaku trzeba się trzymać, żeby nie wypaść:

 

Psy pilnowały:

 

Ale nic się nie działo, więc sobie poszły...    


...i Furia zaczęła pełnić inną funkcję: "poduszka z wilka".

Furia: „Ale nuuudy...Długo jeszcze tak będziemy udawać, że śpisz…?”

 

 

A na koniec części pierwszej ogłoszenie o małej niespodziance:) Poniżej zdjęcie – podpowiedź(fot. Asia): Co robi Madzia i Atos?

   


p.s. To, że kamerują to wiemy, tylko pytanie kogo i co kamerują??:)

sobota, 2 sierpnia 2008

O TYM, ŻE CZASEM TRUDNO USTAWIĆ STATYW W PIONIE

Wakacje realizują się zgodnie z planem, czyli bardzo gościnnieJ Goście ludzcy, końscy i psi zjeżdżają gromadnie ku naszej wielkiej radościJ Przedostatnio na weekend zagościła u nas Grenadowa Iwonka z Elancjowym Adamem, Iwonkowo-Adamową Zuzią i  najbardziej rodzinnym amstafem na świecie-Gają. Przy ognisku czas leci wyjątkowo szybko i nawet nie wiadomo kiedy NAGLE robi się rano…no i nam także zupełnie niespodziewanie to rano się co noc robiło... Konie-że to wyjątkowo towarzyskie zwierzaki – nie miały najmniejszych planów nocowania pod dachem i tak się im zostało na pastwisku przy nas…Noce ciepłe, jasne, bo księżyc w pełni przetaczał się po niebie, w dolinkach mgły, na  zielonych wzgórzach zroszona trawa błyszcząca w srebrnym nocnym świetle… to sowa  przefrunie nad głowami, to puchacz się odezwie, to jeż przedrepce raz koło nas, raz koło koni (od tej pory Cekin już wie, że jeży się nie wącha….), to wilk zawyje do księżyca ( jak już skończy wartę przy pieczonej na ognisku kiełbasie, bo pilnowanie kiełbasy to wybitnie wilcza specjalność! Po to na świecie są wilki!)… i tak konie nocowały na pastwisku. Będziemy pewnie powtarzać nie raz takie nocowanie w plenerze:) Niestety zdjęć  z nocnych manewrów nie posiadamy – chociaż okoliczności przyrody przecudne – bo są takie sytuacje w życiu człowieka, kiedy statyw DOSYĆ TRUDNO się ustawia  w pionie…

 

Furia oprowadziła Gaję po pastwisku...

 

 

 

Potem każda znalazła sobie coś ciekawego do obgryzania…jedna kość, druga siekierę...

Gaja: "Jeśli zaraz nie oddasz mi tej kości, to jak ja cię tą siekierą....!"

(swoją drogą argument w postaci siekiery zadziałał skutecznie):)

  

 

 

Wieczorem, przyleciał do nas helikopter...

 

 Płonie ognisko...w lesie?

 

 

 

 

Zuzia poszła spać no i WRESZCIE Adam mógł się pobawić helikopterem!!!:)

  

  

Księżyc bardzo zmienia kształty z upływem....nocy... Najpierw wyglądał tak:

  

A potem już bardziej...tak...?

  

 

 

Następnego późnego popołudnia (bo o dniu nie ma co mówić...) wszycy odpoczywali...

Parellowska piłka ma  nie tylko końskie zastosowania! Żaba dobrze wie,że nie ma lepiej jak prywatny, osobisty i przenośny cień!

 

 

  

Koty odpoczywały…

 

…i psy…

  

 

A my dzielnie poszliśmy na spacer po pastwisku...

Każdy prawdziwy męzczyzna swoją Księżniczkę nosi na rękach:

  

 

Niektóre księżniczki nie lubią gdy się je nosi...

 

 

Żony natomiast lubią być noszone, no ale żony nosi się przed ślubem. Po ślubie żony puszcza się luzem po pastwisku, niech się wybiegają,-będą spokojniejsze. Takie praktyki ze strony mężów nie przynoszą jednak przeważnie zamierzonego skutku, bo Żony najczęściej spacerują leniwym stępem...:)Jesli chodzi zaś o bieganie, to żony i owszem, potrafią,ale po sklepach, ale to , to już  zupełnie insza inszość.: )

  

 

 

i tym optymistycznym akcentem kończymy dzisiejszą fotorelację pozostawiając czytających z najszerszym amstafowym uśmiechem na świecie: