środa, 17 grudnia 2008

O ZIMIE (ALBO O JEJ BRAKU)

Wstyd proszę państwa, wstyd. Druga połowa grudnia a zimy nie ma. Gdy nawet nie było zimy w Krakowie, na Rabkę zawsze można było liczyć, bo tam zima  w grudniu zawsze! Np. taka jak wtedy, gdy „nasze” konie były pierwszy rok nasze (i było ich swoją drogą sześć a nie trzy, ale o tym kiedyś też opowiemy): A wtedy zima była taka:

   

albo taka:

  


Mój Tata Janosik, jak na Górala przystało obiecał, że i w tym roku na Wigilię śnieg spadnie, ale czy TEŻ pod Krakowem, czy TYLKO w górach...? Tak czy inaczej, trzymam Tatę za słowo - w końcu Góral.  Póki co, w Żydowie mamy pięknie i biało... od mgieł i szronu. Koniom taki stan rzeczy szczególnie nie przeszkadza - na pastwisku trawa i zielona i sucha, więc można sobie powybierać co komu pasuje. Zimowe ptactwo garnie się do ludzi, więc może wreszcie ta zima przyjdzie? Bażanty, jak co roku, zamieszkały już w sadzie i śpią na drzewach. Przy okazji samo zrobiło się końskie "friendly", bo bażanty chętnie nocują na orzechu, koło którego co rano konie wychodzą na pastwisko. Zrywają się te kolorowe ptaszyska z krzykiem co rano znad głów bo „O ja cie! Koń idzie! Z człowiekiem! ”. W związku z brakiem śniegu, ptasia ferajna posila się rozgniecionymi przez końskie kopyta orzechami, których nie zdążyliśmy zebrać. Każdy lubi co innego, bo jemiołuszki i kwiczoły np. orzechami są średnio zainteresowane, no ale mają swoją jabłonkę z której czerwone jabłka do tej pory nie spadły więc ptaki przylatują na wyżerkę gromadnie. Porządne z nich stworzenia, drodzy państwo. Gdy taki kwiczoł np. zaczyna jabłuszko, to zjada jedno, konsekwentnie, i tak siedzi aż nie zje. Do samego ogryzka. Nie to co Cekin: przyjdzie pod drzewo, każde jabłko napocznie, żadnego nie skończy.

Tegorocznych zdjęć ptasiej ferajny na białym śniegu jeszcze nie mam (ubiegłoroczne do oglądnięcia w fotograficznej galerze po lewej), ale za to mam białe mgły i biały szron. O takie np.:

  

hamak chwilowo się nie przydaje...

  

...a karmnik i owszem...

  

a na pastwisku jest tak:

  

  


  


no i szanowne towarzystwo końskie:

  

  


  

i kocie. Kocie od frontu:

  

i od...drugiego końca...

  


Prawdziwie zimowe, takie "jak na grudzień przystało", są tylko poranki. Ten kolor mają tylko w zimie.

 Te wczesne, czerwono-pomarańczowo-granatowe...

    

i te późniejsze...takie pastelowe...

  

środa, 26 listopada 2008

O RÓŻNICACH

Bo to przeważnie jest tak:

Aaaaaa...! - zaczynam - aaaaaaaaaa...bo ja Ci zapomniałam powiedzieć! Dzwoniła do mnie wczoraj koleżanka...

- Acha. – reaguje wybitnie entuzjastycznie Wojtek.

 – No wiesz która... – kontynuuję niezrażona -  ... ta tamta, co ją wtedy tam poznałeś i wiesz co mi opowiadała? Że rozmawiała  z tą moją koleżką, ty wiesz z którą, tą co ją spotkaliśmy wtedy z mężem...z tą... no wiesz ... no jak to nie wiesz, no z tą co była w takiej turkusowej bluzce i... i takim morskim żakiecie... pamiętasz?

- Jak by była TYLKO w bluzce i żakiecie to bym pewnie pamiętał. A tak to nie. – uprzejmie odpowiada mąż. „Seksista jeden” przebiega mi gdzieś przez myśl, ale nieodparta chęć podzielenia się najświeższymi plotkami zdecydowanie wygrywa z chęcią zrobienia karczemnej awantury  z cyklu „sceny zazdrości-wybuchy feminizmu”.

-...No i wiesz... i ona mi mówiła, że tamta koleżanka, ta co to ją wtedy poznałeś, no wiesz, tamta ta co ma męża, co się z nim znała już w podstawówce... to ta koleżanka...


...trzy godziny później...


-...no i wiesz co, i jeszcze mi mówiła, że jak była wczoraj na zakupach, to widziała świetne sukienki bo tam i tam jest promocja! A my kiedyś takie mierzyłyśmy razem i potem ja się jednak nie zdecydowałam, wiesz, a ona sobie kupiła, wiesz którą, tą taką z guziczkiem... no jak nie wiesz... no jak nie wiesz, przecież kiedyś od niej taką pożyczałam... No jak to nie pamiętasz...  opowiadałam ci o tym, że przecież szłyśmy razem do tego sklepu i też sobie miałam taką kupić ale...


...wieczorem...


- ...i jeszcze mi mówiła,że ostatnio byli w kinie i  film był bardzo fajny, a my kiedy byliśmy ostatnio w kinie?... ty mnie już nie zabierasz do kina... - (gdzieś tam na peryferiach mózgu  znów nagłe objawienie ...i proszę państwa! Mamy kolejne starcie!... Awantura czy plotki...? Awantura czy plotki...? Co zwycięży? I proszę państwa, plotki wygrywają! Awantura małżeńska poległa w pierwszej rundzie... Brawa dla plotek i kontynuujemy...) -  ...a jakbyś mnie zabrał do kina, to byśmy poszli na ten i ten film, to znaczy ja wiem... ja wiem, że ty nie lubisz romansideł, ale ja bym w ramach miłości poszła z Tobą na Bonda... ale na tamten też byśmy poszli i wiesz co i jeszcze mi mówiła koleżanka, że jej kuzynka, ta co to jej mąż pracuje z twoim kolegą, wiesz która, to ona...


... I tak mogła bym jeszcze długo, tylko że Wojtek w pewnym momencie włącza sobie pod powiekami wygaszacz ekranu (nie wnikam jaki... dla świętego spokoju nie wnikam jaki...),  potem przechodzi w tryb wstrzymania, następnie w stan uśpienia...

 

A jak wygląda alternatywna sytuacja?

- Kochanie, słyszałam, że dzwonił do Ciebie tamten kolega? - zagaduję

- Tak.

- I co mówił?

- Nic.

- Jak to nic! Pół godziny rozmawialiście. Nic nie mówił?

- Nic.

 

Gdyby nie kobiety, ludzie dawno wymarli by z powodu braku przepływu istotnych informacji!

środa, 19 listopada 2008

O TYM, JAK FUROLOWI UDERZYŁA WODA SODOWA

A dzisiaj będzie bardzo krótko i bardzo psio, ponieważ nasz szanowny Furol, w miniony weekend zaliczył pierwszą wystawę! Trafiło się nam trochę ekstremalnie, bo nie dosyć że piewszy raz, to jeszcze halówka i dodatkowo pani sędzia sama sprawdzająca zęby, budowę...Furol dosyć mocno wystraszony całym zajściem, ale po ringu przebiegł... no i wybiegał:): pierwsze miejsce ze złotym medalem,ocenę doskonałą i Zwycięzcę Młodzieży:) Tym samym otwarł sobie Furol Młodzieżowy Chmapionat Polski:) No i się Furol rozbestwił po tych zaszczytach na dobre i teraz nie odpuści! Jak nic śpi z nami w łóżku! Jakoś mu trzeba wytłumaczyć, że ŻADEN złoty medal do tego go nie uprawnia:)A jeśli dalej bedzie rościła sobie prawa do naszego łóżka, to znów ją wystawimy (tylko tym razem za drzwi)!:)
A oto zdjęcie grupowe (Fu po prawej:) )
  

Aaaa...a po prawej, w "fotograficznej galerze" inne zdjecia z wystawy.

środa, 12 listopada 2008

Z FURIĄ NA ZWIADY, CZYLI W POSZUKIWANIU DZIKICH PLAŻ

Jako że nie posiadam takiego daru jak Aga – czyli „lekkiego pióra”. Z racji swojego nazwiska zaliczam się przecież do rodziny takich ptaków jak orły, sokoły,… czyli wielkie, niebezpieczne drapieżniki, bo co wróbel to niby mały i nie drapieżnik?! Może mały, ale… z „ciężkim piórem” więc będzie kolejna fotorelacja z wyprawy pieszej nad Wisłę w celu rozpoznania terenu pod przyszłe galopy po nadwiślańskiej plażyJ. Zdjęcia bardzo monotematyczne bo na wszystkich niezmordowana Furia.

  

Nauka pływania 

Bura rakieta typu  "woda-powietrze" 

jak radzić sobie bez suszarki...     


Furii czasem odbija (się pysk w wodzie)

   

... tu będziemy niedługo galopować:)

sobota, 8 listopada 2008

KILKA ZDJĘĆ Z OSTATNIEGO WEEKENDU-OGÓLNE LENISTWO I SPACEREK

Tu wszystkie drapieżniki na spacerku:)

Aga ćwiczy z Furią: "waruj"

       

"równaj, równaj,..."

     

... ej chyba coś mówię - "zostań"   

"hop"  

Furia w kolorach jesieni  

 

Bolek i Lolek w dżungli

 

Bolek morderca

"co się gapi..."  

  

 

No i oczywiście konie:

CEKIN

   

 

 

 

CZENNA

   

Czenna z Cekinem  

 

ILUZJA  

No i cała trójka  

 

czwartek, 23 października 2008

O TYM, ŻE MŁODOŚĆ NIE WIECZNOŚĆ...

Było leniwe sobotnie popołudnie. Wojtek siedział pod stajnią i spod przymkniętych powiek patrzył na nią...Stała na podwórzu skąpana w ostatnich promieniach jesiennego słońca… przypominał sobie chwilę, kiedy pierwszy raz się spotkali… już wtedy wiedział, że są sobie przeznaczeni. Gdy tylko ją zobaczył, zrozumiał, że  TAK! Ona musi być jego!  Był tego pewien… Świat jednak nie był im przychylny… Rodzina głośno protestowała…. Tata Wojtka miał duże wątpliwości:

- Czy to na pewno ta? Czy nie lepiej jeszcze poczekać? Po co się tak spieszyć synu… a może lepiej znaleźć jakąś młodszą…? – przekonywał. Ostatecznie jednak machnął ręką  - Synu, to twój wybór… skoro tak zdecydowałeś… najważniejsze, żebyś był szczęśliwy... 

„Taaaak…” myślał Wojtek. Od tego czasu minęło już kilka lat… A ona? Ona… niestety. Tata jednak miał rację… Od czasu ich pierwszego spotkania, zmieniła się bardzo. Z dnia na dzień co raz wyraźniej to dostrzegał. Lata robią swoje. Nie była już  młoda i piękna jak kiedyś. Nie była już  taka jak dawniej…  Wiek wyraźnie odcisnął swoje piętno na jej wyglądzie.  Wojtek nie mówił tego nigdy głośno, ale już kilkukrotnie zastanawiał się, czy nie nadszedł czas na poważne zmiany, czy nadal tak mu na niej zależy jak dawniej…?  Spojrzał na nią raz jeszcze... „Nie!” -pomyślał– „Czas najwyższy coś z tym zrobić!”

-Kochanie! – zawołał – Podejdź tu na chwilę, proszę. Musimy poważnie porozmawiać. Wiesz co, trzeba wreszcie wziąć się za remont tej naszej przyczepki, bo się nam rozsypie zupełnie i nie będzie czym z końmi jeździć.




A tak to wyglądało w obiektywie:

No i oto proszę państwa nasza  "trzydziestolatka"  przed liftingiem (oraz wakacyjni goście: Iwona, Grenada i Elancja)…

  


…panowie dzielnie robierają naszą trzydiestolatkę:do zdjęcia został już tylko dół…

  

… no i po liftingu tada dam! : SUPER-MEGA-POZITIVE-CARROT-TRAILER :)

     


(Projekt konia na bokach przyczepy:  Asia od Falbany :) )

wtorek, 16 września 2008

NAGA PRAWDA O INSTYNKCIE (NAGIM;) )

W związku z licznymi zapytaniami w wersji „na żywo”, oraz w celu zdementowania wszelkich plotek powstałych na skutek dużej ilości zdjęć Frania na blogu, połączonych z naszą – jak najbardziej prawdziwą deklaracją, żeśmy we Franiu zakochani - uprzejmie oświadczamy co następuje: odpowiedź na pierwsze nasuwające się WSZYSTKIM pytanie, brzmi: „Nie. Nie, nie spodziewamy się.”  Na drugie natomiast, dotyczące planowania w czasie najbliższym potomstwa, pozwolimy sobie odpowiedzieć taką oto historyjką, która jakiś czas temu nam się przytrafiła.

(…i tutaj obraz rozmywa się jak w klasycznym serialu w chwili, gdy Ona - np. jakaś Milagros albo inna Stefania - wspomina Jego – np. jakiegoś Rikarda albo innego Juana-… i naszym oczom ukazuje się taki oto sielski - anielski obrazek…)

Siedzimy na wielorodzinnym spotkaniu, dzieciarnia wrzeszczy, mamy ściągają pociechy to z płotu, to z drzewa, to z pleców tatusia… Po którymś razie zaczęliśmy czuć klimat i nie zrywamy się już na równe nogi przy każdym okrzyku „Rany Boskie!” za plecami. Już wiemy, że to odruch bezwarunkowy matki, która stara się zmotywować swojego aniołka do nie karmienia braciszka końską kupą, nie sprawdzania, czy pastuch kopie niemowlęta, czy też nie topienia kuzynki w balii do pojenia koni. Luz. Staramy się spokojnie rozmawiać, przekrzykując wycia, jęki zarzynanych i nawoływania jak z buszu. Podobno po pierwszym dziecku słucha się tego jak Mozarta. Nie wiem. Nie doświadczyliśmy póki co tego typu atrakcji – wszystko przed nami!

- …bo ty to Aga NIC nie czujesz instynktu! – zawyrokował Wojtek

- Jasne, jasne, a Ty może niby czujesz?!

- A właśnie że czuję! Mnie niemów, że nie czuję, bo ja sobie tam wiem!

- Ja też właśnie że czuję i będę kiedyś świetną matką! Kocham, dzieci, a co! Się roztkliwiam jak widzę małe ciuszki  i butki i wszystko mi się kojarzy! Czuję i już.

- Nooooo… - do rozmowy włącza się Ciocia–noooo... Kochani, a Wy kiedy? – pyta z tajemniczym uśmiechem

- Co kiedyyyy...? - patrzymy z niezrozumieniem

- Noooooo…. jakieś plany już pewnie poczynione… Małe istotki są takie słodkie…

- Aaaaaaaaaa! No taaaaaaaaaaaaaaaak! – wreszcie do nas dotarło, odkrzyknęliśmy więc  radośnie – Tak, oczywiście, ze plany już poczynione! I to już dawno! Tak szczerze powiem, ze musimy się spieszyć, bo lata lecą, wiadomo, do tego chcieli byśmy, żeby to była ona... Tak sobie czasem rozmawiamy, że będzie taka mała i śliczna po mamusi... - rozmarzyłam się

- Nooo... - zakłopotała się Jedna z Mam – lata lecą, no przed trzydziestką by wypadało

- Oj kochana, a to my wiemy, czy przyszła matka trzydziestki dożyje? – skwitował Wojtek i spojrzał na mnie smutno -  Myśleliśmy o ciąży tak na przyszłą zimę szczególnie, że przecież nie wiadomo, czy od razu zajdzie

- ...no to prawda, z ciążą to nietak łatwo, ale trzeba być dobrej myśli! I co to za  czarne scenariusze, że nie dożyje trzydziestki! Co za bzdury opowiadacie! - ofuknęła nas jedna z Cioć

- Nie... I żadne czarne scenariusze i żadne bzdury, tylko naturalna kolej rzeczy. Ale z takich radośniejszych spraw to myśleliśmy już nad imieniem – pochwaliłam się

- Tak? – zapiszczało damskie towarzystwo chórem

- No - nieśmiało zaczął Wojtek - myśleliśmy, nad jakimś takim innym, może Czarna Chmura jak będzie ona, a jakbędzie on, to chyba Cień. Będzie pasowało, jak by jeszcze mały był czarny – zapadła cisza. Ciocie i mamy utkwiły w nas wzrok  i oniemiały. Zamarły ptaki w locie, konie przestały skubać trawę i patrzyły na nas z bezbrzeżnym zdziwieniem, a powietrze stężało.

- JAKIM CUDEM  MURZYN?!?! I jeszcze jak?! Cie…cie…CIEŃ??? –wychrypiała pierwsza która odzyskała głos i zdolności umysłowe – Cień?!? Przecież nigdzie Wam go tak nie ochrzczą!

- Ochrzczą??? A kto by chrzcił źrebaka! – zdezorientowani zawołaliśmy zgodnie

- Jakiego źrebaka?! – odpowiedziały ciocie zgodnym chórem

- No tego od Czenny, co to o nim rozmawiamy...

 

NIECH NAM NIKT NIC NIE MÓWI O INSTYNKCIE WIĘCEJ, JASNA CHOLERA...

sobota, 6 września 2008

WSPOMNIENIA Z WAKACJI - CZĘŚĆ PIERWSZA

Wspomnienia z wakacji  - w związku z tym, że są bardzo obszerne – zostaną podzielone na części:) W sumie odwiedziły nas 4 konie, z czego trzy w tym samym czasie i stado było sześcioosobowe…a raczej sześciokoniowe:) A kto przyjechał najpierw? Najpierw przyjechał Atos vel Rudi oraz jego ludzie: Magda, Asia i Franek:) Dziewczyny dotarły do nas szybko (chociaż jechały w burzy, która je bezlitośnie dopadła i nie chciała się odczepić…) i tylko z jednym nawracaniem u sołtysa na podwórku, bo wjechały w złą drogę – pogratulować, pogratulować, przeważnie odwiedzające nas osoby zawracają na średnio czterech różnych podwórkach, a potem lądują w polach i trzeba ich szukać po wsi: ”Aga, gdzieś jesteśmy, ale niewiemy gdzie, może po nas wyjedziecie….?” Dobrze, że ludzie znają wszystkie auta we wsi, to i nowe zauważają: „Pani Agnieszko, bo znowu jacyś ludzie utknęli u Nowaka w polu, na obcych numerach są, to pewnie do was.”

Dziewczyny, Franio i Rudi dotarli sprawnie, Franio został przetransportowany do domu, gdzie zakochałam się w nim ja, natomiast Rudi na pastwisko, gdzie zakochała się w nim Czenna (wakacyjna miłość powróciła) :) Generalnie porządek w stadzie ustalił się szybko: „Ja, wspaniały Rudi Rydz, jestem szefem i ogłaszam co następuje:  zawładnąłem tą wiatą. Od tej pory porządek jest następujący: ty Cekinie - z racji kastracji -  jesteś moim kolegą, więc OSTATECZNIE, skoro nalegasz, możesz stać w wiacie ze mną. Ale tylko czasem! Natomiast Kochane Panie,co Was się tyczy:  wiata to Męski Klub Prawdziwych Dżentelmenów, więc wam wstęp wzbroniony! Jeśli chcecie mieć swój klub, proponuję, związanie w drugiej wiacie koła gospodyń wiejskich – tam będziecie mogły się realizować.” I tak porządek został ustalony i przestrzegany:) Każdy z koni miał swoje  „how interesting”, o nas nie wspominając, bo przeżuwaliśmy nieustannie… A konie? Rudiego zaciekawiły górki:” Co to jest! Dlaczego nie mogę się zatrzymać!!!”, Cekin:” Gdzie my idziemy? Rudi, dlaczego idziemy poza pastwisko i to z człowiekiem na plecach, hę?”,Iluzja: „Achaaaaa….czyli wolniej tez można przebierać nogami… no niespodziewałam się…. nie spodziewałam się….” No i Czenna: ”Aga! Kto Ci, do jasnej cholery, pokazał tą czwartą fazę?! A było tak dobrze… tak leniwie….!”

Asia zaraz po wysiadce odczuła wyraźny brak w postaci swoich osobistych czterech kopyt i solennie obiecała, że następnym razem cztery kopyta a na nich Falbi przyjadą! Trzymamy za słowo, trzymamy za słowo:) A póki co, spacerowała w terenie naIluzji:) Rudi szybko oswoił się z górkami i biegał jak rodowity Góral:) A jak to wszystko wyglądało w obiektywie?

Ano tak:


Franio spacerował po pastwisku na rękach Mamy:

   



I poznawał nowych znajomych...  


...nawet we własnym wózku:

  

  


Najczęściej jednak spał:)

  

  


W hamaku trzeba się trzymać, żeby nie wypaść:

 

Psy pilnowały:

 

Ale nic się nie działo, więc sobie poszły...    


...i Furia zaczęła pełnić inną funkcję: "poduszka z wilka".

Furia: „Ale nuuudy...Długo jeszcze tak będziemy udawać, że śpisz…?”

 

 

A na koniec części pierwszej ogłoszenie o małej niespodziance:) Poniżej zdjęcie – podpowiedź(fot. Asia): Co robi Madzia i Atos?

   


p.s. To, że kamerują to wiemy, tylko pytanie kogo i co kamerują??:)

czwartek, 4 września 2008

"UWAGA REMONT! PRZEJŚCIE DRUGĄ STRONĄ ULICY"

Wzorując na tym, co obecnie dzieje się w Krakowie - a szczególnie w centrum - postanowiliśmy pójść za ciosem i zrobić powakacyjny remont graficzny:) Zapraszamy po remoncie:)