poniedziałek, 15 czerwca 2009
CZEKAMY NA PIERWSZYCH WAKACYJNYCH GOŚCI!
Ale to nie koniec wakacyjnych gości! Wszystko wskazuje na to, że w lecie będzie radośnie biegać po pastwisku 8 koni!
Szczegóły na bieżąco!
Wracamy w wir przygotowań!
środa, 20 maja 2009
DLA PORZĄDNOŚCI - RELACJA Z KURSU :)
Tak jak Wojtek napisał, zajęć mamy tyle, że nie wiemy w co włożyć nasze szanowne łapy… i na końcu wkładamy je do internetu… to też na blogu naszym pustki i do niedawna jeszcze hulał zimowy wiatr… Obiecujemy poprawę i postaramy się wiosennie nadrobić:) Konie z początkiem wiosny zrezygnowały ze stajni i przeniosły się do wiat. Do stajni natomiast - no w końcu jest wolna, to dlaczego nie skorzystać - wprowadziły się gromadnie kopciuszki i jaskółki! Wiosna pod ptasim względem to chyba najfajniejsza pora roku, bo cały sad śpiewa, piszczy, poćwierkuje …. Wczesnym rankiem, razem z zapachem bzów budzi nas ptasi gwar…. Tyle słychać u naszego szeroko pojętego zwierzyńca, a c o my porabiamy? Kursujemy! Najpierw Wojtek wybrał się na kurs naturalnego strugania kopyt, a potem w trzyosobowym składzie pojechaliśmy na kursy L1 i L2/3/4 PNH do Celbanta (Celbantu? Jak to się odmienia?) :) Dlaczego w trzyosobowym? Aaa… no bo jedni na kurs koński zabierają konia, a inni… wilczaka:) Furia jest zwierzakiem mocno zdystansowanym do ludzi, więc od maleńkości ciągamy ją ze sobą wszędzie gdzie tylko można… no i tym razem zaciągnęliśmy ją na kurs PNH:) Oj miała dziewczyna przeprawę:) Dziękujemy kursowiczom za zwracanie na Fu uwagi, za głaskanie, drapanie za uchem, za zainteresowanie - bo to dla młodej dodatkowy socjal:) Największe pokłony i podziękowania dla Ani Asumptowej, która prócz tego, że jest naturalsem końskim, to jest także naturalsem psim o ogromnej wiedzy i super podejściu! Aniu, ogromnie, ogromnie dziękujemy za pomoc:)!
Oberwę od Wojtka, jeśli nie napiszę, jak było od końskiej strony: było super! Ogromnie inspirująco, Berni jak zawsze i konkretny i zabawny. Byliśmy na dwu kursach. Na L1 można było fajnie poprzyglądać się, jakie zmiany zachodzą w koniach… a przede wszystkim w ich właścicielach:) Jak pary Koń-Ludź zaczynają na siebie inaczej patrzeć, jak zmieniają się ich relacje… jak zaskoczone są konie: „Jak to?! To Ty mówisz po końsku?!?” i jak zaskoczony jest człowiek, gdy nagle koń robi to, robi tamto, a przestaje robić coś, co było zawsze problemem… Niesamowite, jak w ciągu kilku dni, potrafi nawiązać się więź… bardzo życzymy kursantom jedynkowym, by ta wieź ciągle się pogłębiała:).
…A potem było L2/3/4. Niesamowicie inspirujące, niesamowicie pouczające i niesamowicie niesamowite! Dowiedzieliśmy się rzeczy nowych, uświadomiliśmy sobie oczywiste oczywistości które oczywiste nie były:) Mamy też nową inspirację do zabaw, nowe pomysły, podpatrzyliśmy jak reagować w różnych sytuacjach… Szczególnie podobało nam się, gdy każdy wykonywał to samo zadanie a potem kursanci mówili co było dobrze, a nad czym należy popracować… Niby ta sama zabawa… ale każdy koń inny, każda para na innym poziomie, inne ma superdopracowane elementy i inne problemy … a wszystko to opatrzone komentarzem i wskazówkami Berniego:) Dla nas- szczęśliwych właścicieli trójki koni z których każdy jest w przewadze w innej koniobowościowej ćwiartce – było to niezwykle cenne doświadczenie! Oby więcej takich kursów! Czas nie pozwolił nam na zaliczenie do kompletu jeszcze słuchaczowego kursu w Wiatowicach, no ale co się odwlecze…;)
PS A w zdjęciowej galerze bloga pojawiły się zdjęcia z kursu L2/3/4 (Fotograficzna Galera na dół i na lewo. To ja się pożegnam... trafią państwo sami bez problemu?;) )
piątek, 15 maja 2009
NOGI, NOGI,… KOŃSKIE NOGI…
Ostatnio nic tylko się kursujemy. W kwietniu byłem na weekendowym kursie naturalnej pielęgnacji kopyt. Kurs niezwykle obszerny teoretycznie jak i praktycznie, zdecydowane obowiązkowy dla każdego posiadacza końskich kopyt, nawet jeśli nie zamierza się ich samemu werkować.
Były to zajęcia dla osób na których widok „odrąbanych” końskich nóg i specyficzny (delikatnie mówiąc) zapach, nie robi wrażenia… zajęcia praktyczne polegały na samodzielnym werkowaniu kopyt – kopyt które w niedawnej przeszłości należały do koni...
Osobom o wrażliwych żołądkach serdecznie polecam wyłączenie w tym momencie strony i spokojne oczekiwanie na następną notkę (już za kilka dni, już za kilka dni! ) która – obiecuję - nie będzie zawierała takich fotografii jak te poniżej…

Wiem że widok nie należy do przyjemnych…
Szokujące dla mnie jest to, że istnieją konie które posiadają takie kopyta i ich właściciele do tego doprowadzają. ..
Natomiast niezwykle cenne dla mnie jest to, że po takim kursie jestem w stanie np. z takiego kopyta:

zrobić takie:

Nasze konie już mają nowe „buty” :) Wg naturalnych metod, strugam im kopyta już od długiego czasu, jednak z metodą prezentowaną przez Larsa miałem styczność pierwszy raz. Co tu wiele mówić, już po pierwszym werkowaniu, nasze końskie towarzystwo „powiedziało” nam, że jest bardzo zadowolone, co najlepiej widać po ich ruchu:)
wtorek, 17 marca 2009
KOŃ ALFA
W każdym porządnym końskim stadzie, panuje ściśle ustalona hierarchia. Na czele stada, stoi zawsze koń alfa. Koń alfa to „najważniejszy” koń w stadzie! Koń alfa to przewodnik stada! Koń alfa musi być czujny i uważny. Koń alfa jest odpowiedzialny za swoje stado. Stado natomiast, zawsze za koniem alfa podąża. Koń alfa prowadzi swoje stado do kryształowo czystej wody i na tereny pełne najlepszej i najzieleńszej na świecie trawy… Koń alfa dba o bezpieczeństwo swojego stada. Koń alfa wypatruje zbliżającego się zagrożenia, by stado zdążyło w porę uciec. Koń alfa musi więc być czujny. Koń alfa musi być bystry. Koń alfa musi być pewny siebie. Koń alfa musi być mądry... A u nas, koń alfa dodatkowo musi być BURY…

poniedziałek, 23 lutego 2009
O TYM CO SIĘ DZIEJE, GDY SPOTKAJĄ SIĘ DWA BURE...
No i wreszcie się udało! Prawie od roku usiłowaliśmy zapoznać naszą burą księżniczkę z dżentelmenem Forasem... ale... ale albo nam coś wypadało, albo Ani coś wypadało i tak nie mogliśmy się spotkać... aż do tego weekendu! Pogoda bardzo nam dopisała i psim szaleństwom po zimowych polach i lasach nie było końca! A tak to wyglądało...
Najpierw była wielka radość, bo WRESZCIE drugi pies chce bawić się tak samo!


Furia: Oooooo, jakim ja jestem strasznym złym wilkiem i jak ja ci zaraz strasznie odgryzę łapę!
Foras: Oooooo, a ja jakim jestem strasznym złym wilkiem i jak ci zaraz strasznie odgryzę ucho!



Foras: Aaaaaaaaaaaaaaa... leżeeeeeeę... aaaaaa... zagryzłaś mnie! Zagryzłaś mnie i umarłem! Aaaaaa...
niedziela, 15 lutego 2009
O ZIMOWYM NOTEK NIEPISANIU I Z CEKINEM SIĘ BAWIENIU
W związku z tym, że ZNÓW przyszła zima (my już liczyliśmy na wiosnę, a tu kicha) i wszelkie pomysły na napisanie jakich bądź notek zostały skutecznie przysypane, zamrożone i wywiane, postanowiliśmy wrzucić obiecane 100 lat temu zdjęcia bez kompletnie żadnego komentarza. A co. Taki mały zimowy strajk. Strajk spowodowany jest nagłym napadem zimowej depresji i braku odpowiedniej ilości światła słonecznego oraz wszystkiego innego, czym tłumaczy się w zimie ZWYCZAJNE LENISTWO. Nasi Kochani Blogoczytacze może są zimą bardziej ROZENTUZJAZMOWANI, to i sami w fantazji niepohamowanej komentarze do zdjęć sobie dośpiewają. My poczuwamy się już jedynie do snu zimowego i kompletnego w śniegu zakopania. Jednocześnie zwracamy się z uprzejmą prośbą o natychmiastowe wysłanie nas na przymusowy wypoczynek na Maderę lub na inne Karaiby, gdzie z największą przyjemnością napiszemy bezpośrednią relację z leżenia na hamaku pod palmą, picia drinków z palemką i smarowania się olejkiem z filtrem!
PS Jeśli dalej będzie TAK sypać, w poniedziałek będziemy zmuszeni do wzięcia urlopu na żądanie, który potrwa do wiosny. No, chyba że nasze zakłady pracy wyślą po nas ekipę ratunkową z panem polarnikiem Kamińskim na czele, niezbędnym prowiantem do przetrwania w trudnych warunkach, zapasem suszonego mięsa z renifera i bernardynami z beczułkami rumu w zębach. Innej możliwości nie widzę.
Póki co wizualizujemy ciepłą plażę i szum fal, pozostawiając Państwa ze zdjęciami. Zimowymi zdjęciami Wojtka z Cekinem.

















piątek, 6 lutego 2009
środa, 28 stycznia 2009
ILUZJA JAKO KOŃ POCIĄGOWY
Nie ma co ściemniać, trzeba przyznać, że tej zimy końsko obijamy się sakramencko. Konie włóczą się po pastwisku i skubią trawę (Ha! Tak, mamy nieustannie trawę!) A my jesteśmy równie leniwi. W związku z wszechogarniającym lenistwem staramy się fotografować niewielkie przejawy aktywności naszej i końskiej. Jeden z ostatnich takich przejawów wielkiej ochoty i zapału do pracy zarówno z naszej, jak i z kopytnych strony, zaowocował kolejnym etapem przeprofilowania Iluzji. Dziewczyna odkrywa w sobie nowe możliwości i z wyścigowego "wariata" zamienia się w "Baśkę do bryczki". Do bryczki czy sanek droga jeszcze bardzo daleka, ale pierwsze Bolki i Lolki... yyy... tzn. koty za płoty. Za płoty do tego stopnia, że z przedmiotów lekkich (folia, plandeka, hula-hoop...) przeszliśmy na cięższy kaliber i Ilka ciągnęła za sobą troszkę większe obciążenie. Od początku dziewczyna bardzo zadziwiła nas swoją reakcją na ciągane za sobą przedmioty, bo znając jej ekstrawertyczny charakter, spodziewaliśmy się... yyy... bardziej ekspresyjnego wyrażania uczuć... a tutaj tak miło. Niestety, z "lżejszego kalibru" zaprzęganego jakiś czas temu zdjęć nie mamy, no ale są przynajmniej te ostatnie:
Czenna, Cekin: Co on tam jej znowu zakłada?

Iluzja: Wojtek, coś ty mi znowu poprzyczepiał…?

Cekin: Rany! To się rusza!

Iluzja: Ciągnięcie belki fajne, ale jako modelka sprawdzam się lepiejJ

PS A w przygotowaniu notka o tym, jak zrobić z Czenny pomnik, czyli koniec /unikologii stosowanej/ Agi w kwestii wchodzenia na podest i bajka o Wojtku i jego rumaku Cekinie - koniu zabawowo-wierzchowym.
niedziela, 25 stycznia 2009
O TYM, DLACZEGO NIE MA NADAL ZDJĘĆ Z ZABAW KOŃSKICH, KTÓRE JUŻ OBIECALIŚMY NIEKTÓRYM I CI NIEKTÓRZY NA NAS ZA TO TERAZ KRZYCZĄ
Komputer przepowiedział, że nie mogę zrzucić zdjęć z aparatu na jego łaskawy twardy dysk, bo coś tam, coś tam. Cóż było robić… z Wrodzonym Wdziękiem Kobiety Niezaradnej poszłam poprosić Wojtka o pomoc.
-Sobie płytkę instalacyjną zainstaluj jeszcze raz. Kobieto. – przewrócił oczami, westchnął, i pogrążył się w przycinaniu sztachet racząc mnie melodyjnym brzmieniem cyrkularki przez kolejne 6 godzin.* Zebrałam posiłki zwierzęce i rozpoczęłam akcję poszukiwawczą płyty. Obydwie Wredne Suki ochoczo włączyły się do poszukiwań… Po godzinie zgodnie doszłyśmy do wniosku, że płytka instalacyjna zaginęła gdzieś w okresie paleozoicznym, albo innego górnego karbonu więc raczej odwołamy poszukiwania na najbliższe 1000 lat i z –wiadomo- Wrodzonym Wdziękiem Kobiety Niezaradnej, poszłam wypłakać się mężowi.
-To sobie znajdź na internecie instalkę i zainstaluj. Tak się robi jak się płytkę zgubi. Kobieto.– Znowu przewrócił oczami, westchnął z politowaniem i odjechał na cyrkularce w otchłań swego garażu, dzierżąc w dłoni maskę spawalniczą i wiązkę elektrod (Tak, wiem co to jest elektroda, wiem jak wygląda i jak się używa. Jak się używa maski spawalniczej też wiem, aczkolwiek nie używam, bo nie ma odpowiedniej dla mnie wersji kolorystycznej w z brokatem). Po godzinnych poszukiwaniach znalazłam instalkę. Na stronie producenta. (Wiem. Nic już proszę nie mówić.) Zaznaczyłam, ze licencję „accept”, potem - zgodnie z instrukcją - przeprosiłam producenta na piśmie za zgubienie płyty, przywdziałam parciany worek, posypałam głowę popiołem, wywiozłam się na obrzeża wsi na furze gnoju, dokonałam samobiczowania, i zabrałam się za instalowanie sterownika. Krok pierwszy: „W CELU WERYFIKACJI, WŁOŻ DO STACJI CD PŁYTĘ INSTALACYJNĄ KTÓRĄ OTRZYMAŁEŚ WRAZ Z PRODUKTEM”…
No ja przepraszam, proszę państwa… zawsze uważałam, że informatycy, to ludzie z mocno rozbudowaną opcją poczucia humoru, no ale żeby AŻ tak..? Czy oni są w tym celu jakoś specjalnie szkoleni?
* W związku z tym iż planujemy odgrodzić „nasze” końskie gówna od reszty świata za pomocą sztachetowego płotka, Wojtek Wr. od czasu pewnego, popołudniami spawa, przycina, okorowuje i oddaje się innym romantycznym zajęciom.
poniedziałek, 19 stycznia 2009
TRZECI JEŹDZIEC (APOKALIPSY) WRESZCIE ZNALEZIONY!!!
Szukalim, szukalim długo i znaleźć niemoglim. Ale w końcu znaleźlim.
Jak powszechnie wiadomo, gospodarstwo nasze składa się z trzech koni i dwu osób (nie licząc innych rozlicznych gatunków). Z prostego rachunku wynika, że jeden koń pozostaje nam –że tak powiem- luzem. Sytuacja ta, od dawna spędzała nam sen z powiek, bo ni to w teren parami pojechać, ni to na wakacje dwukonne wybyć… bo zawsze jedna sierota zostanie. Można by, co prawda, towarzystwo podzielić i jedno do samotnego pozostawania przysposobić, albo też przyzwyczaić do chodzenia obok konia z jeźdźcem… no ale we trójkę w siodłach było by dużo fajniej. Opcja czwartego konia - by trzeci sam nie zostawał-chwilowo też odpada. Tak więc na szeroką skalę rozpoczęliśmy poszukiwania odpowiedniego trzeciego jeźdźca. Warunek był prosty. Naturals. Mógł być skrajnie początkujący, ale by serce do koni miał dobre i zasady końskie miał te same co i my mamy-reszty, z dobrą wolą się nauczy. Zrobiliśmy więc nabór i…nawet w najśmielszych marzeniach, nie sądziliśmy, że trafi do nas ktoś taki! TAKI FACHOWIEC! Po wstępnych rozmowach, nie mieliśmy żadnych wątpliwości! To on będzie trzecim jeźdźcem! Świetnie rozumie się z naszymi zwierzętami. Na koniu wygląda tak, jakby na nim się urodził. Wędzidło, wodze, hackamore czy cordeo… to zupełnie niepotrzebne mu gadżety. Owszem, na wędzidle tez może, ale woli freestyle. Z siodła korzysta, ale raczej woli jeździć na oklep. Mówił, że pod Kraków zawędrował niecały rok temu ale że zostanie tu raczej na stałe. Chłopak jest ze wschodu, i chociaż zdeklarowany PNH-owiec, widać, że idee szkoły Nevzorova, tez nie są mu obce. Warunek miał tylko jeden-chce jeździć na Cekinie. Cekin to młodziak, ale wobec takiej wiedzy, takiej praktyki i takich zdolności-nie mogliśmy odmówić naszemu nowemu jeźdźcowi. A oto i on, podczas pierwszej jazdy na Cekinie:
Friendlygame z grzbietu (raczej z zadu...) : siedzenie i nicnierobienie

Pierwszy stęp

niedziela, 18 stycznia 2009
ZIMOWE SPACERY CZĘŚCIOWO "BEZLINNE"
Krzyczą wszyscy na nas, że mało końsko, no to dzisiaj będzie końsko. O spacerowaniu. Zima generalnie z powodu krótkiego dnia, późnych pracowych powrotów Wojtka i każdej wolnej chwili poświęconej na Furolową socjalizację (dzielnie walczymy, dzielnie walczymy) upływa nam bardzo szybko. Weekendy staramy się spędzać końsko, więc ostatnio postanowiliśmy pokazać kopytnemu towarzystwu naszą wioskę w zimowych barwach. Spacer miał być krótki i na linie a wyszedł kilkugodzinny i częściowo „bezlinny”. Wg wykresu koniobowościowego, każdy z naszych zwierzaków znajduje się w przewadze w innej ćwiartce. Konie puszczane bez liny były oddzielnie i ….wtedy tą różnoćwiartkowość było widać najbardziej. Generalnie jeden kopytny szedł 30m za nami, drugi 30 m przed nami, a trzeci równo z nami (i oczywiście był to Cekin). Można obstawiać, w jakim szyku szły dziewczyny:) A poniżej fotorelacja:
Było spacerowanie po polach kapusty…
… i odpoczywanie
Po drodze spotkaliśmy konkurencyjne stado, które też wybrało się na spacer…
Jedni szli parami…
…a inni trójkami… jedni na linie, drudzy bez…
Było wspólne pozowanie do zdjęcia
Jak się jest zaradnym koniem, to nawet na zaoranym polu znajdzie się trochę trawy do poskubania!
Cekin: „Dobra, to ja pospacerowałem i wracam do domu. Nara.”
Aga: „to Czenna, tak się umówmy, że zaczynamy teraz od prawej….”
Czenna: „Jaki ten świat piękny… jeszcze jak by Aga nie burczała coś tam pod nosem, to by było milej…”
Iluzja: ”…no, faktycznie, piękny…”
Iluzja: „Eeeeej! Zaczekajcie! Gdzie mi uciekacieeee!”
Iluzja: „No, Cekin, dawaj, dawaj!”
Iluzja: „Będę pierwsza! Będę pierwsza! He,he, Cekin, ale z Ciebie dupa!” Iluzji przypomniały się Partynice.
Cekin: „No i znowu daliśmy się wyprzedzić babie… ale obciach…”
Iluzja: „Pięknie biegnę! Zdjęcia mi rób! Zdjęcia mi rób!”
Gdy byliśmy blisko zabudowań, wszyscy koniec końców wrócili z powrotem na liny…
Cekin: „No i co Iluzja? Było się tak popisywać?”
































