Graba znalazła jeszcze zdjęcie (dzięę-kuuuuuuuuu-jęęęęęęęęęęę:) ), bo my byliśmy bezaparatowi,więc dorzucam:)
poniedziałek, 6 września 2010
DZIŚ BĘDZIE SAMOCHWALSTWO,ALE JAK TU SIĘ NIE CIESZYĆ: LUNA BEST IN SHOW PUPPY MIEJSCE 1:)
Graba znalazła jeszcze zdjęcie (dzięę-kuuuuuuuuu-jęęęęęęęęęęę:) ), bo my byliśmy bezaparatowi,więc dorzucam:)
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
FURIA CHAMPIONEM POLSKI!!! :)
środa, 4 sierpnia 2010
WYJAZD NA WAKACJE!
czwartek, 29 lipca 2010
O POBUDCE
poniedziałek, 12 lipca 2010
piątek, 9 lipca 2010
O SOKU Z KWIATÓW CZARNEGO BZU I NIEGOTOWANIU ORAZ NIEPIECZENIU
poniedziałek, 5 lipca 2010
środa, 30 czerwca 2010
O TYM, ŻE KOT NA KOLANACH UNIEMOŻLIWIA PISANIE :)(BO JEŚLI NIE WIADOMO CZYJA WINA, TO NA PEWNO WINA KOTA!:) )
piątek, 26 lutego 2010
MAŁA LU
Powoli otrząsamy się z zimowego mrozu… i tak pierwsza i najważniejsza sprawa: mała Lu. LU mieszka z nami od początku LUtego, więc czas najwyższy wreszcie ją przedstawić:).
Lunka naprawdę ma na imię Clair De Lune Srdcerváč i przyjechała do nas prawie z Pragi . Śmiejemy się, że jest wilczakiem czesko słowackim dosłownie, bo jej mama jest Czeszką a tata jest Słowakiem. Już prawie nie pamiętaliśmy, jak to jest mieć szczeniaka w domu:) Powoli zapominam, jaki kolor mają podłogi w naszym mieszkaniu (częściowo też na skutek remontu, to prawda, ale nie powiem, żeby maleństwo się nie przyczyniło;) ), ran kłutych i ciętych na ludzkich rękach zliczyć nie sposób. Maluch jest wielkim miłośnikiem literatury. Ma szerokie zainteresowania – od fantastyki, po urbanistykę… ”Miasta Polski w Tysiącleciu” podobają się jej chyba najbardziej. Ma też zapędy edytorskie… kilkukrotnie zrobiła korektę mojego artykułu, moje notatki do doktoratu też bardzo się jej podobają - jak nic zostanie naukowcem. Lu sama także próbowała pisać. Jeszcze za bardzo nie wie, że chodzi o stukanie w klawiszki i póki co rozpoczęła przyjaźń z klawiaturą od napoczęcia kabla. Rozważała też ostatnio całkiem poważnie zawód kominiarza, bo podczas remontu włożyła głowę do nieczynnego wlotu komina, wygrzebując sadzę, roznosząc ją po całym domu. Nie wiem. Może zamiast urbanistyki zajmę się projektowaniem pościeli? Mam już fantastyczny wzór na śnieżnobiały komplet w czarne wilcze łapki:).
Jak mają się natomiast relacje Lu-Fu-Żabka-Lolek the Cat? Lu i Fu dogadały się ekspresowo, czyli Lu pokochała mordowanie Fu, a Fu pokochała mordowanie Lu. Dogadują się idealnie – mordobiciom i rzeziom nie ma końca, no ale… wilczaki okazują sobie uczucia w..DOSYĆ SPECYFICZNY SPOSÓB. Niestety, tak samo te uczucia okazują Żabie i Lolkowi. Lolek odpowiada po kociemu (delikatnie rzecz ujmując), a nawet i sam zaczepia, Żaba natomiast zdecydowanie wielką miłością pokochała swoją panią i nie odstępuje jej na krok ze wzrokiem „A może byśmy tą małą małpę oddali, co? I tą dużą od razu też? Wiesz jak będzie wtedy fajnie? Ty, ja i cała lodówka tylko dla nas!”
Z maluchem jeździmy, zwiedzamy, świat pokazujemy… zaliczyła już obecność na pierwszej wystawie, póki co, jako kompan Furii, ale dziki tłum dotykający, przytulający i tłamszący szczeniaczka nie robi wrażenia, a to najważniejsze:). Zobaczymy, jak będzie dalej z relacjami wilczo-miejsko-ludzkimi:). Jeśli już jesteśmy przy wystawie, to wstyd się nie pochwalić, że na międzynarodówce w Rzeszowie Fu została Najlepszą Suką w Rasie i dostała certyfikaty CWC i CACIBJ. Bardzo ładnie zaprezentowali się razem z Wojtkiem (co prawda Wojtek CACIB- a sobie nie wybiegał, ale obiecałam zrobić medal z ziemniakaJ ) . Zdjęć żadnych nie mamy - trudno jest fotografować ze szczeniakiem na rękach, ale mamy za to zdjęcia domowe:
Ciotka Furia uczy niszczycielstwa: " Dobra młoda. A teraz do domu i to samo z kapciami pana!"
I jeszcze zabawy... Furia:" Ale że co? Że do mnie mówisz? Ale ja jej przecież nic nie robię. Tak sobie trzymam tylko..."
... i to samo w drugą stronę...:)
ZIMA ODESZŁA!
poniedziałek, 8 lutego 2010
NIESPODZIANKA:)
piątek, 15 stycznia 2010
sobota, 9 stycznia 2010
KOLĘDNIK
sobota, 2 stycznia 2010
"GALEROWE" ZALEGŁOŚCI (BO JEŚLI ZDJĘCIA ŚWIĄTECZNE ZAMIEŚCIMY Z DWUMIESIĘCZNYM OPÓŹNIENIEM, TO JUŻ BĘDZIE WSTYD:) )
A... i jeszcze nadrabiamy zaległości przedświąteczne:) W naszej "galerze fotograficznej" dwa nowe foldery:"Mikołaje, Mikołaje,Renifery,Renifery..." czyli kącik porad z cyklu "jak z konia zrobić Mikołaja/renifera na domowy użytek"
O TYM, CO SIĘ STAŁO Z MIKOŁAJEM...
Plotka głosi, że nie do każdego przyszedł w tym roku Mikołaj. Jeśli Mikołaj nie przyszedł właśnie do Ciebie, to nie dlatego, że byłeś niegrzeczny! Mikołaj… po prostu poległ upolowany przez wilka. Przypadkiem byliśmy świadkami tego smutnego zdarzenia. Zamieszczamy tylko jedno zdjęcie… później była już tylko krwawa rzeź… Nie liczcie w przyszłym roku na prezenty.
środa, 23 grudnia 2009
wtorek, 15 grudnia 2009
LIST DO MIKOŁAJA
Kochany panie Mikołaju!
Właściwie to nie wiem, co chciałabym, żebyś mi przyniósł na święta, bo ja – jak wiesz - jestem KOMPLETNIE niewymagająca! W ogóle to jesteś cham! Jesteś cham, bo zawęziłeś mi pole poszukiwań, bo skoro prezent ma być tak mały, żeby zmieścił się w Twoim worku, to ani słonia nie dostanę, ani hipopotama, A-TAK-BARDZO-CHCIAŁAM! Serce mi mówi, że chciałabym dostać małą freteczkę, albo małego szczeniaczka wilczaka. Fretkę w kolorze karmelowym, a wilczaka takiego, żeby jego tatą był boski Eligo, bo ja Eligo kocham od zawsze - jak nie wiesz, który to Eligo, to ja Ci podeślę link. Tylko daj znać, jak nie wiesz! Tak więc serce mi mówi, że chcę karmelową fretkę i wilczaka, ale rozum mi mówi, że fretkę bardziej ode mnie to chcieliby dostać Bolek i Lolek ALE IM FRETKI NIE DAWAJ, BO ONI SIĘ NIE BĘDĄ UMIELI Z NIĄ BAWIĆ I JĄ NIECHCĄCY UDUSZĄ, A JA ZA JEJ ŚMIERĆ NIE MAM ZAMIARU BRAĆ ODPOWIEDZIALNOŚCI, JASNE?! Szczeniaczka natomiast najbardziej chciałaby Furia (co oznajmiła nam radośnie mając cieczkę przez ostatnie tygodnie) ALE nawet o tym nie myśl! Eligo to jej brat, a my, na Boga, nie popieramy takich układów! Mikołaju! Apeluję do Ciebie!
Z rzeczy przyziemnych chciałabym może Angel’a tego co zawsze, bo to jest jednak mój zapach panie Mikołaju i zawsze gdy mam jakiś nowy, to mi trochę brakuje, żeby mieć na zmianę Angel’a. Zapach jest dla mnie, panie Mikołaju jak bielizna-dobrze jest czasem zmienić, czego i Tobie życzę na święta. Jeśli jesteśmy już przy temacie pachnideł, to bardzo bym chciała, żebyś wytłumaczył mojemu mężowi, że nie mówi się „ta perfuma” i to nie jest prośba z mojej strony lecz reklamacja! W końcu przyniosłeś mi Wojtka kilka lat temu na 6-go grudnia, nie!?!
NATOMIAST: gdyby inne Mikołaje pytały o prezent dla mnie, to proszę im powiedzieć, że chciałabym używanego w miękkiej oprawie Władcę Pierścieni. I proszę mi nie mówić, że czytałam go już pięćset razy i znam na pamięć, BO ZAWSZE CZYTAŁAM POŻYCZANEGO, a Ola od której pożyczałam przeprowadziła się do Warszawy (i wcale nie dlatego, że od niej pożyczałam książki!) I MAM TERAZ DALEKO, ŻEBY POŻYCZYĆ! Ale TO jak by te inne Mikołaje po prostu miały problem ze znalezieniem czegoś dla mnie. Jak mają Mikołaje swój pomysł, to bardzo, bardzo się cieszę!
Poza tym, nie chcę nic, bo ja przecież generalnie nie mam nigdy żadnych wymagań, tylko pamiętaj, że jak będziesz tego wilczaka wsadzał do worka TO MU ZRÓB DZIURKĘ, ŻEBY MIAŁ JAK ODDYCHAĆ, BO JA NIE CHCĘ ZDECHŁEGO!!! I pamiętaj Mikołaju, że wilczak jest jak małe dziecko, to i potrzebuje zabawek! Posłanka mu nie kupuj, bo będzie spał ze mną w łóżku.
Tylko jeszcze nie wiem, jak to powiem mężowi.
W ogóle to bardzo Cię kocham panie Mikołaju, tylko nie mów Wojtkowi bo będzie zazdrosny! Ale naprawdę BARDZO Cię kocham! I WCALE nie za prezenty!
Acha, jesteś wspaniały!
Agusia
PS o tym, ze byłam grzeczna nie piszę, bo ZAWSZE JESTEM! (To tak, na wszelki wypadek, jakby Ci Wojtek powiedział inaczej np.)
PS Furia i Żabeczka nie umieją jeszcze pisać, ale widziałam, jak rysowały listy. Nie dawaj Furusi tej armaty! Moździerza też nie! Żabie nie dawaj granatów! RANY BOSKIE!
PS. Acha, i pamiętaj! ELIGO! Tatusiem szczeniaczka ma być E-L-I-G-O! Żebyś się nie pomylił! Ale naprawdę żebyś się nie pomylił, bo to jest test: jak za X lat dorosnę, mam zamiar poprosić Cię o małe dziecko -POMYŚL TYLKO CO BĘDZIE, JEŚLI SIĘ WTEDY POMYLISZ!!!
poniedziałek, 23 listopada 2009
O TYM, ŻE NIE PAMIĘTA WÓŁ...I O ZMIENNOKSZTAŁTNYCH:)
Ani ja ani Wojtek nie piszemy tu o naszej pracy, no ale w związku z tym że ostatnie trzy tygodnie przeleżałam plackiem chora w domu i zdążyłam się za pracą stęsknić, to będzie wyjątek:
Siedzę na zajęciach, dookoła wlepione we mnie „dziecięce” oczęta. Tłumaczę na kiedy, co i jak mają zrobić.
- Bla, bla, bla...ple,ple,ple… a te rysunki proszę oddać w formacie 50x30 cm. –większość kiwa głowami, lecz cześć „dziecięcych” oczu nadal patrzy w sposób niepozostawiający wątpliwości… nie wszystko jest dla nich jasne…
- Proszę pani… - wyrywa się blond włosa istotka – a 30 na 50 cm czyli prostokąt?- oniemiałam, zdusiłam śmiech, w końcu jest tam gdzieś we mnie Profesjonalny Pedagog podobno też trochę, nie? Fachowo trzeba się zachowywać! Śmiać się nie wolno! Nie ma głupich pytań ponoć!
-Tak, 50x30 to prostokąt proszę pani. –odparłam uprzejmie. Większość główek pokiwało ze zrozumieniem, a Mały Profesjonalny Pedagog, który podczas zajęć siedzi mi na ramieniu i podpowiada jak mam zachowywać się wobec „dzieci” aż zaklaskał z uciechy... Wtem pacholę jedno otwiera swych ust korale:
- Aaa proszę pani….. prostokąt w jakim sensie? – Zatkało mnie zupełnie. Spojrzałam we wlepione we mnie błękitne, zupełnie poważne oczęta.
- W różowym, proszę pana. NO NORMALNIE W RÓZOWYM! Albo nie! Może w zielonym?! Niech będzie w zielonym proszę pana! Tak, w zielonym sensie!– nie wytrzymałam. (Szlag trafił Profesjonalnego Pedagoga, który zeskoczył mi szybko z ramienia, powiedział, że w takim razie, to on dziękuje, a potem splunął, zaklął i poszedł się upić.)
-Achaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa… - usłyszałam - ku memu bezbrzeżnemu zdziwieniu - pełen zrozumienia cichy pomruk… Przytaknęli wszyscy zgodnie i zanotowali coś w zeszycikach. Zgłupiałam zupełnie. Do tej pory zastanawiam się, CO oni sobie tam zrozumieli...A poza tym to u nas nic. Ja zdecydowanie nadal jestem ZMIENNOKSZTAŁTNA. Moja zmiennokształtność przejawia się głównie w okolicy bioder i oczywiście na plus. Podejrzewam, że duże ilości jabłek w cieście mają z tym coś wspólnego… (Nie, ciociu, nadal nie nauczyłam się gotować. Tak, wiem, że jestem po ślubie i by wypadało, ale nadal nie umiem i nie mam czasu. Tak, dalej umiem zrobić tylko jabłka w cieście i to tylko dlatego, że mam je zapisane w genotypie, w linii prostej po babci tak samo jak to, że potrafię umalować sobie rzęsy obydwoma rękami. Tak, pisać też potrafię obydwoma.) Ale wracając do zmiennokształtności… Niby nie ma w tym nic złego, bo wszystkie fantastyczne książki mówią, że Zmiennokształtni, to istoty wyjątkowe i rzadko spotykane. Czyli że co? Czyli że chroniona! Czyli że dostaniemy na mnie dotacje unijne! Jeśli byłby wymóg, że gatunek musi być zagrożony, to na dobrą sprawę, też mogę poczuć się zagrożona! Zawsze! Na zawołanie! Rozmnażam się jak widać też raczej słabawo, a jeśli posiedzę tak ze dwie noce nad doktoratem zamiast spać, to naprawdę WYGLĄDAM JAK BYM BYŁA NA WYMARCIU! Czyli spełniam chyba wszystkie warunki! Nie?Unio?Halo!?No nie!?
poniedziałek, 2 listopada 2009
CLIO I CEKIN
No i mąż się wziął i zamieścił.
Zdjęcia z Clio można znaleść tutaj (klik na zdjęcie):







A Cekina tutaj:











Więcej zdjęć w naszej galerii: http://picasaweb.google.pl/agaiwojtek
wtorek, 20 października 2009
O TYM CO BĘDZIE,JEŚLI KOLEGA MAŁŻONEK SIĘ WEŹMIE:)
A żeby nie było że utonęliśmy w jesiennym błocie, to powiem tylko, że w przygotowaniu Wojtka fotorelacja z zabaw z szanownym rodzeństwem: czyli Clio i Cekinem:)

























